długiej!
10 dni bez wizyty na Młocinach.
Domek, wyposażanie go w rozmaite sprzęty, wszystko to miało chwilowo swój priorytet, ale już mam nadzieję odzyskać równowagę w traktowaniu obu ogrodów i bywać i w Borkowie, i na Młocinach sprawiedliwie ;-)
Zresztą nie wyobrażam sobie inaczej. Ta długa przerwa i świadomość, że ogródeczek zaniedbany, bardzo psuła mi radość z Borkowych wydarzeń.
No i co zastałam? Trawa okropnie wyrośnięta, chwasty wszędzie, rabaty poprzerastane trawą, uschnięta lawenda i zmarznięte wiśnie :-(
Trawę szybko skosiłam, z chwastami i trawą na rabatach walczyłam kilka godzin, lawendę wycięłam bo odbija od korzeni, ale na zmarznięte drzewka niestety nie ma lekarstwa. To będzie chyba rzeczywiście rok bardzo drogich owoców.
Inne rośliny nie ucierpiały, nadal piękne tulipany
Nadal kwitnie serduszka, clematis botaniczny Violet pink i szafirki
Z nowości rozzłocił się Wilczomlecz Złocisty i czerwienieje pigwowiec
Ubiorek Wiecznie zielony cały biały ;-)
Zawciąg nadmorski gotowy do kwitnienia
Żurawki wszystkie coraz większe, ale ta Green spice - obok Marmalade i Obsydianu - to moja ulubiona
Obsydian w bodziszkach
Rodgersja żyje. Ale tylko jedna. Ta druga już ledwie rosła w ubiegłym roku, teraz zanikła chyba zupełnie.
Kosmatka śnieżna rozrośnięta
Trzmielina oskrzydlona gęsta i wielka
Bodziszkowo
A w domu u portierów kolejna paczka zostawiona przez kurierów. Kolejny nabytek do Borkowa
Kuchenka gazowa jest, butla napełniona gazem jest, teraz już mogę w Borkowie witać gości tradycyjnie po angielsku: 'I will put the kettle on' ...