185 metrów to adres tego bloga, bo tyle ma ogródeczek, który zrządzeniem losu stał się moim nowym miejscem na ziemi w 2011 roku. To ogródek w ROD na Młocinach w Warszawie. Opisałam tu historię powstawania, budowania, kształtowania tego zielonego miejsca. To była codzienna relacja z pracy w ogrodzie. Dzisiaj to już historia. Dla mnie. Ogródeczek ma nowych właścicieli. Blog zamykam, nic tu więcej już nie napiszę, ale na pewno będę wracać do wspomnień.
piątek, 26 grudnia 2014
piątek, 19 grudnia 2014
Młociny w grudniu
W
środę pisałam o Borkowie w grudniu, dzisiaj piszę o Młocinach i tej
mojej kwadratowej, malutkiej przestrzeni, gdzie każda trawka jest moja,
bo przeze mnie posadzona. Lubię tam wpaść choćby na kilka minut, bo
pomimo pory roku, wszystko tak ładnie żyje.
Pograbiłam
jak zwykle liście, a zbierając liście z rabat odkryłam spore kiełki
krokusów. Dzisiaj ponad 10 stopni ciepła, rośliny chyba biorą to za
początek wiosny, w trawach nowe zielone pędy. A że w perspektywie
miesiąca zimy ani śladu, to może nic im się ni stanie.
Dzisiejsze widoczki
Róże nadal mają zielone listki
Trawy bez zmian i ogólnie dość zielono
Teraz
ogródki poczekają parę dni, w weekend pracuję, potem mam przedwigilijne
spotkanie z synem, a potem znowu będzie czas na wizytę na Młocinach.
Świąt w tym roku nie obchodzę. Bez Grina nie ma atmosfery ....
piątek, 12 grudnia 2014
Strach ma wielkie oczy ;-)
Od ostatniego włamania, każdy wyjazd na Młociny to obawa i strach co tam zastanę. Ale też i w różnych momentach, kiedy pomyśle o moim ogródku stale wyobrażam sobie, co też złego znowu może się tam wydarzyć. Wyobraźnię ma ogromną, więc i strach jest straszny. Toteż pomimo nadal braku samochodu - ASO się nie wywiązało, nie ubezpieczyciel! - dojeżdżam 'zbiorkomem' - jak to nazywa mój syn - cierpiąc straszliwie, bo nie lubię być zbyt blisko ludzi, a zapach w tramwajach doprowadza mnie do tego, że czasem muszę wysiąść wcześniej.
Jeszcze parę dni i wracam do samochodu. A na Młocinach na szczęście spokój i uroda. Zimy ani śladu, wilgotność w sam raz, nie ma nic do roboty, poza popatrzeniem na roślinki i tzw, obchodem ogrodu.
Obeszłam, popatrzyłam, zebrałam suche listki, nacieszyłam się tym, że wszystko tak ładnie wygląda, no i tyle ...
Śliczne listki azalii japońskiej
Iwa w pączkach
Wilczomlecze kolorowe
I bezustannie śliczne trawy
Nie wiążę traw w tym roku, bo zima jest, taka jaka jest, a trawy wyglądają tak atrakcyjnie, że szkoda je ruszać. Oczywiście nie mam też żadnych zabezpieczeń, czy chochołów na roślinach, bo po pierwsze to dużo za wcześnie, a po drugie zrezygnowałam już dawno z roślin ginących w naszym klimacie. Nie warto.
wtorek, 9 grudnia 2014
Nawet słońce dzisiaj widziałam !
Słońce i światło to atmosferyczne, ale też tyle pozytywnych rzeczy się dzieje, że aż jasność wielka wokół.
Nikomu nie czynię krzywdy, staram się pomagać, nie ma we mnie chęci do zemsty, nawet jeśli inni wyrządzają mi krzywdę, może nie jestem otwarta na innych ludzi, ale nigdy nie potrafiłabym skrzywdzić żadnej istoty, ludzkiej czy zwierzęcej. W większości zdarzeń mojego życia, ludzie wokół mnie odpłacają mi tym samym, a i los - poza wyjątkowymi wydarzeniami - jest dla mnie wyjątkowo wspaniałomyślny.
Stąd to dzisiejsze zachwycenie światłem, bo to grudzień, a dzień był jasny jak brylant, a do tego moja ukochana działeczka na Młocinach też wyglądała dzisiaj pięknie i żadnych nowych śladów inwazji nie znalazłam. Cudowny spokój wśród pustych ogrodów zalanych niezwykle pięknym światłem.
Nikogo wokół, tylko uśpione ogrody, nadal zielone, potęgują uczucie spokoju i radości z życia. A i kolorów sporo też jest. U mnie wcale, ale to wcale szaro nie jest.
I jak tu nie kochać berberysów. W tle nadal całkiem ładne krzewinki lawendy
Pędy róż pnących nadal pełne zielonych liści
Berberysy!
I bardzo ciekawa w tym roku budleja
A głogownik - jak zwykle w czerwone łatki...
Zgrabiłam nawiane przez wiatr liście, nacieszyłam się spokojem, założyłam nowe zamki i kłódki i powierzając ogródek opatrzności wróciłam do domu .... tramwajem!
Samochodzik u blacharzy wraca do pierwotnej urody po ostatniej kolizji. Za kilka dni wróci do mnie jak nowy. A ja niestety personifikuję przedmioty martwe, tak jak uczłowieczałam mojego psa. Taka ożywiona materia nie sprawia kłopotu, nie zadaje bólu, nie sprawia przykrości, czego niestety o ludziach powiedzieć się nie da.
Ja im wybaczam, bo wiem, że cierpią bardziej ode mnie.
piątek, 5 grudnia 2014
Włamanie
Niestety, nie ominęło i mnie. Nieproszeni goście odwiedzili Młociny.
Zima to zawsze zły czas dla działek i ich właścicieli. Pod nieobecność gospodarzy i w wyniku rzadkich teraz wizyt w ogrodach, działki to łatwy łup.
Już z daleka widziałam, że domek otwarty, z bliska zobaczyłam na furtce ślady włamania i uszkodzony zamek. Telefon na policję, wspólne wejście na teren ogrodu i do domku. Bałam się strasznie, co tam zastanę, ale chyba złodzieje zostali spłoszeni, bo poza otworzeniem domku, chyba nawet do niego nie weszli.
W sumie niewielka strata, bo tylko zamknięcia na furtce i drzwiach, ale psychicznie bardzo trudne przeżycie. Naruszenie naszego miejsca, obecność obcych w miejscu, gdzie dotąd bywałam tylko ja, wtargnięcie.
I pytanie - wrócą?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

































