Niestety, nie ominęło i mnie. Nieproszeni goście odwiedzili Młociny.
Zima to zawsze zły czas dla działek i ich właścicieli. Pod nieobecność gospodarzy i w wyniku rzadkich teraz wizyt w ogrodach, działki to łatwy łup.
Już z daleka widziałam, że domek otwarty, z bliska zobaczyłam na furtce ślady włamania i uszkodzony zamek. Telefon na policję, wspólne wejście na teren ogrodu i do domku. Bałam się strasznie, co tam zastanę, ale chyba złodzieje zostali spłoszeni, bo poza otworzeniem domku, chyba nawet do niego nie weszli.
W sumie niewielka strata, bo tylko zamknięcia na furtce i drzwiach, ale psychicznie bardzo trudne przeżycie. Naruszenie naszego miejsca, obecność obcych w miejscu, gdzie dotąd bywałam tylko ja, wtargnięcie.
I pytanie - wrócą?
Takie chwile są przykre, doświadczyłam tego to wiem. Ale najważniejsze, że zniszczenia niewielkie. (bk)
OdpowiedzUsuńZniszczenia niewielkie, tylko ten stres wcale nie taki niewielki :-(
UsuńFakt obecności złodzieja jest dla mnie ogromnym przeżyciem. W tym określeniu 'naruszenie miru domowego' jest całe sedno sprawy. Bo nie o straty materialne tylko chodzi. Zaraz jadę na Młociny, ale już z duszą na ramieniu....