poniedziałek, 24 grudnia 2018

24 grudnia

Od paru już lat świąt niby nie obchodzę, ale im bliżej Wigilii, tym więcej mam choinkowych dekoracji, wyciągam stare i bardzo wyjątkowe okazy i tak powolutku jak przychodzi 24 grudnia, dom jest zupełnie inny. Ale nadal nie będzie ani 12 dań, ani żadnej rodziny, ani kolęd, czy brrr... opłatka, bo ze świąt najbardziej lubię właśnie dekoracje ;-)

Ugotowałam sobie wspaniałą zupę grzybową, upiekłam pieczeń z dzika w czerwonym winie. No trudno, jestem mięsożercą i jak nie świnka, cielaczek czy inny zwierz, może być dzik; do tego wyjątkowo ich nie lubię za te zniszczenia wokół Bobrowego Borkowa.

Mam też dietetyczny = bez cukru i tłuszczu piernik i sernik własnej roboty, jeszcze parę innych wspaniałości i mogę "świętować" ;-) 

Na dzisiaj przewidziany jest Mowgli - nowa wersja Księgi dżungli. Kiedyś czytałam ją na okrągło, mam wydanie z 1957 roku z cudnymi ilustracjami Katarzyny Latałło i z dedykacją od wujka ??? Za nic nie pamiętam jaki to wujek. Chyba taki amerykański, bo był i taki.

Jeszcze tylko wizyta na Młocinach, radość, że świerk nie wycięty, wizyta w mieszkaniu syna, bo syn w Azji i mogę zapomnieć o zewnętrznym świecie.


 Wszystkiego czego sobie życzycie i czasu dobrze spędzonego :-)