sobota, 29 sierpnia 2015

Niech się święci Dzień Działkowca! ;-)

PZD = Polski Związek Działkowców.

No nie jestem przekonana, bo jakoś przed wyborami wszyscy kochają działkowców, wiadomo jest nas parę milionów, ale święto jest, więc i ja pomimo późnej godziny, po pracy, wieczorem pojechałam dopieścić ogródek.

Głównie podlewałam, ale coraz mniej widać suszę w ogrodzie i gdyby nie trawnik i spore straty bylinowe byłoby jak dawniej. Ale ja, optymistka z natury, cieszę się tym co mam. 

Kolejnym koszem jabłek


Niezwykłą uroda Cabaretu


Girlandami winogron...



I tak koniec sierpnia, przyszły tydzień wreszcie wizyta w Borkowie - w środę, wystawa Zieleń to Życie - w czwartek i nowe zakupy. 

Jest na co czekać!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Ogród odżył

Jeden pochmurny dzień, parę godzin deszczu, chłodne noce, krótszy dzień i wysokie temperatury już nie takie straszne. Dzisiaj widziałam ogromną różnicę - ogród znowu żyje, a nie wegetuje.

Wreszcie i ja zamiast wykonywać czynności porządkowe i podlewanie mogłam zająć się ogródkiem w sposób, który sprawia mi największą przyjemność. Coś przesadzę, coś przytnę, poskubię. Czynności w wyniku których ogród nabiera z czasem innego wyglądu i to jest niejako twórcze. W porę, bo jak wczoraj oglądałam kolejną metamorfozę ogrodową Alan Titchmarsha, to niemal w depresję wpadłam, tak brakowało mi tego ogrodowego działania.

Pierwsza oznaka, że ogród odżywa - kwitnące Dziwaczki. Dotąd wysiane na wiosnę jedynie wegetowały, marnizny takie, a pąki odpadały zaschnięte bez otwierania. Dzisiaj są!



 Bardzo polubiłam te rośliny. Może za ich całkowitą odmienność?

Kolejna zmiana to żywotność traw ozdobnych. Zebrinus niemal zasychał, a dzisiaj po oczyszczeniu z suchych traw widać jaki zielony, a nowe pędy całkiem liczne. 


Podobnie Miłka i Carex morrowii 'Silver Sceptre'



Z Miłki pobrałam nawet przy czyszczeniu małe sadzonki i sądząc po ich kłączach powinny rosnąć dobrze.

I kolejne turzyce. Do niedawna nie wiedziałam, czy żyją. Teraz nawet kwitną.



Floksy nadal w kwiatach, ale to już końcówka ;-)


Nadal mam jedyny kwiat Rodgersji z tego roku, bo w wyniku suszy wszystkie liście padły, ale widać, że żyje, bo nowe liście idą.



Z żurawek jedynie Marmalade jakoś ciągnie, inne mają niemal całkiem zaschnięte liście. Nawet Palace Purple nie dała rady, pomimo stanowiska w cieniu.


Hosty natomiast w większości maja się nieźle.


Resztki jeżówek


Przesadzony berberys Jytte w cudnej formie.


Głogownik najwyraźniej kocha upały


Poczyściłam, posprzątałam bo za tydzień Zieleń to Życie a więc i zakupy. Bardzo lubię to ogrodnicze wydarzenie i zawsze coś na towarzyszącym kiermaszu kupuję. W tym roku mam 'sztywny' plan - chcę Miskanty, Zebrinus i Cabaret i czerwone rozchodniki. Może będą.

Czeka mnie, ale to już później, zakup wielkiej ilości dobrej ziemi. Własnego kompostu niemal brak w tym roku, a moje rabaty wymagają solidnego zasilenia jesienią. Jak oglądam te angielskie programy ogrodnicze zachwyca mnie jakość ziemi przywożona do tworzonych ogrodów. U nas nadal to co sprzedają w centrach ogrodniczych to jakaś pomyłka. Jak ja bym chciała, żeby w Polsce były kompostownie! Zawiozę odpadki, odbiorę cudny kompost i po kłopocie.

Niestety, nie znam takich miejsc w okolicach Warszawy.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Pada!!!!!

Niemal jesienna słota za oknem i jakoś wcale mnie to nie martwi!

Od rana czekałam na ten deszcz. Pojechałam na Młociny posprzątać liście, jabłka, wygrabić trawnik, tak by ten deszcz już tylko uzupełnił moje porządki. Niestety nie doczekałam się, więc podlałam wszystko i wróciłam do domu. Jak tylko dotarłam do domu, już na parkingu spadły pierwsze krople deszczu, a teraz deszcz tłucze o szyby, jakby to był listopad. Jakże mnie to cieszy.

Wymęczony ogródek wreszcie odpocznie. Na zdjęciach widać, jak wysuszone i zmarniałe są Młociny. Wprawdzie dzisiaj wreszcie tylko cień, nawet bym powiedziała ponury, ale jakże to cieszy. 








Kiedy pod koniec pobytu na Młocinach siedziałam sobie cichutko pod jabłonkami, nagle nad moją głową zaczęła się ptasia wojna. Zlatywały się wręcz stada ptaków bez skrupułów zjadających moje jabłka. Próbowałam je uchwycić na zdjęciach, ale gęstwa liści nie bardzo na to pozwala. Jednego grzesznika widać, drugi odlatuje.



Obdziobane są niemal wszystkie jabłka i gruszki. Nie wiem co z tym robić, bo owoce jeszcze niedojrzałe, ale zanim dojrzeją, to już ich nie będzie. 

Inna rzecz, że mam tych owoców tyle, że może jednak dam sobie spokój i podzielę się z ptakami. Przy tej suszy pewnie im też jest to potrzebne.

 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Dobrze jest :-)

Opanowawszy wczoraj chaszcze w Borkowie, dzisiaj z przyjemnością odpoczywałam na Młocinach. Wprawdzie jak zwykle zbierałam jabłka, grabiłam liście, podlewałam, przycinałam co trzeba, to jak już wiele razy pisałam, to są wczasy w porównaniu do pracy w mojej wiejskiej posiadłości. I ten układ bardzo mi odpowiada. Po katorżniczej pracy w Borkowie aktywny odpoczynek na Młocinach i nawet zapomniałam, jak bolały mnie znowu wszystkie mięśnie. 

Jedno jest pewne, na brak aktywności fizycznej nie mogę narzekać ;-) Wprawdzie chwilowo rower czeka na wyrok ortopedy, z którym spotykam się 11 września. Wtedy okaże się, czy początki zmian w w stawach, jakie już wiem, że mam to będzie koniec jazdy, czy może wręcz przeciwnie. 

A z dzisiejszego dnia przywiozłam jak zwykle parę zdjęć.

Niespodzianka! Trojeść bulwiasta kwitnie ponownie. Na razie malutki pąki, ale jest ich sporo.





Jeżyn w tym roku mniej, ale są



 


Kolory na róży pomarszczonej


Moje szalone pnącza! Wiciokrzew zaostrzony i Clematis Paul Farges



Niezmordowana pigwa pomimo tego, że ma słońce wiele godzin


Runianka tez daje radę


Berberys który jakoś zbyt rzadko pokazuję. Zimozielony Berberys Julianae. W rzeczywistości znacznie piękniejszy.


I tak pomimo suszy zawsze jest coś, co cieszy w ogrodzie. Pewnie byłoby lepiej, gdyby lato było normalne dla naszej szerokości geograficznej, byłoby więcej kwiatów, więcej zieloności. Wiele roślin nie zakwitnie w tym roku w ogóle. Np. mój hibiscus bylinowy stracił wszystkie pąki. Po prostu uschły i odpadły. Inne kwitły i przekwitły zbyt szybko. Szkoda i zastanawiam się jak wypadnie w tym roku wystawa Zieleń to życie. Przecież szkółkarze też muszą być ciężko doświadczeni przez suszę.




wtorek, 18 sierpnia 2015

Moje rośliny w pełnym słońcu

Chcę pokazać te rośliny u mnie, które dają radę w pełnym słońcu, nawet teraz, w tych saharyjskich warunkach. Nadal trwa upał i susza, a do tego dzisiejszy wiatr wcale nie pomaga, tylko wysusza wszystko jeszcze bardziej. Ogród ginie. Widziałam zdjęcia z rozmaitych ogrodów i to co mnie zachwyca to to, że nie wszyscy udają i pokazują zniszczenia. 

Bo nie ma takiej siły, moim zdaniem, by polskie ogrody mogły wyglądać dobrze po sierpniu 2105. Są miejsca i rośliny, które jakoś dają radę, ale ogólnie jest kiepsko.

Jak to wygląda u mnie już pokazywałam, dzisiaj tylko te rośliny, które dają radę właściwie bez podlewania. Oczywiście bez problemu żyją wszystkie berberysy, trzmieliny, w tym trzmielina oskrzydlona. To jest krzew śnieguliczki koralowej


Ma słońce właściwie przez cały dzień.


Obok rosną trawy - trzcinnik Karl Foerster i siwa kostrzewa




Jaśminowiec na patelni ;-)






 Liściasta kępa Trojesci bulwiastej


 Tu jest piekło, trawy Ice Dance kompletnie wypalone, a ona trwa!

Trawy w ogóle zachowują się różnie w tym upale. Np Miskant Cabaret, który rośnie we wściekłym słońcu wygląda ślicznie, ale już Zebrinus schnie od dołu.

O bylinach nie wspomnę. Te w słońcu wszystkie padły, te w cieniu jakoś marnie, ale idą. 

No nie jest to rok do cieszenia się ogrodem.



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Siwe siano

Siwe siano - to jest to, co zobaczyłam dzisiaj z daleka na mojej działce ;-) 

I to był mój trawnik.

Powinnam była skosić już w sobotę. Coś tam jednak pomimo suszy wyrosło, ale upał i kiepskie samopoczucie wygnało mnie do domu o wiele szybciej, niż planowałam. Wróciły problemy z widzeniem, więc uciekłam, nawet bez podlewania czegokolwiek. Wróciłam dopiero dzisiaj, po pracy i bardzo mnie widok ogrodu załamał. Nawet pęcherznice oklapnięte, część przypalona.

Na szczęście dzisiaj już normalny dzień pogodowo i od rana mam siły słonia, czyli forma wróciła :-) Cudnie, bo już miałam siebie dosyć! Taka ledwie żywa Krysia to nie jest to, co akceptuję ;-)

A więc do roboty - koszenie, bo jednak kosiarką najszybciej zebrałam to siwe siano, potem podlewanie na maxa do wieczora, sprzątanie, wycinanie, etc. Teraz już będzie z górki, bo palące słońce to już na szczęście wspomnienie.

Tak to wygląda teraz. Trawnik niestety w wielu miejscach bardzo żółty, ogólnie marnizna i o ile nie będzie sporo opadów, trudno oczekiwać zieloności w ogrodach. 





Winogrona dojrzewają, tylko niestety jak zwykle pojawia się mączniak na liściach.


 
Jabłkowe zbiory coraz bliżej



Jutro ciąg dalszy reanimacji Młocin, a w środę wobec powrotu ludzkiej pogody jadę do Borkowa. Jak zwykle doczekać się nie mogę, a moja wieś po nocach mi się śni...