Siwe siano - to jest to, co zobaczyłam dzisiaj z daleka na mojej działce ;-)
I to był mój trawnik.
Powinnam była skosić już w sobotę. Coś tam jednak pomimo suszy wyrosło, ale upał i kiepskie samopoczucie wygnało mnie do domu o wiele szybciej, niż planowałam. Wróciły problemy z widzeniem, więc uciekłam, nawet bez podlewania czegokolwiek. Wróciłam dopiero dzisiaj, po pracy i bardzo mnie widok ogrodu załamał. Nawet pęcherznice oklapnięte, część przypalona.
Na szczęście dzisiaj już normalny dzień pogodowo i od rana mam siły słonia, czyli forma wróciła :-) Cudnie, bo już miałam siebie dosyć! Taka ledwie żywa Krysia to nie jest to, co akceptuję ;-)
A więc do roboty - koszenie, bo jednak kosiarką najszybciej zebrałam to siwe siano, potem podlewanie na maxa do wieczora, sprzątanie, wycinanie, etc. Teraz już będzie z górki, bo palące słońce to już na szczęście wspomnienie.
Tak to wygląda teraz. Trawnik niestety w wielu miejscach bardzo żółty, ogólnie marnizna i o ile nie będzie sporo opadów, trudno oczekiwać zieloności w ogrodach.
Winogrona dojrzewają, tylko niestety jak zwykle pojawia się mączniak na liściach.
Jutro ciąg dalszy reanimacji Młocin, a w środę wobec powrotu ludzkiej pogody jadę do Borkowa. Jak zwykle doczekać się nie mogę, a moja wieś po nocach mi się śni...








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz