Po zawirowaniach ostatnich dwóch lat dotyczących dwóch ogrodów, przekazania Młocin synowi, moich wątpliwości o tym jak funkcjonować z tą cała pracą, dzisiaj mam nowy plan.
Po kolei - syna nie ma i nie będzie. Nie tylko jest daleko, ale też i Jego powrót jest obecnie zamknięty. Nawet jak otworzą granice nie planuje już ani życia, ani pobytu w kraju. Młociny wracają do mnie z całą za nie odpowiedzialnością. A ja przecież ogrodu nie zaniedbam, chociaż ostatnio bywało z tym marnie. Nadrabiam czas stracony i podziwiam mój kochany ogród za siłę przetrwania. Od kilku dni - na przemian z wyjazdami na wieś - pracuję tutaj nad odrestaurowaniem dawnej doskonałości ;-)
Jest coraz lepiej, a będzie jeszcze lepiej, szczególnie, że jednak upałów w planie pogodowym brak.
Jak to wygląda na dzisiaj?
Ognik kwitnie. Nigdy go nie cięłam, bo chciałam, by był taki właśnie wielki.
To moja północna ściana i bariera od Mostu. Nieprzenikniona ;-)
Kwiatuszki z samosiewu
I te bardzo dla mnie szczególne. Sadzonki otrzymałam razem z innymi roślinami - wszystkie nadal są ze mną - od forumowiczki Agnieszki. To było na Forum Świata kwiatów. Kiedy po przerwie w bytności na forum wróciłam by pokazać Jej jak cudnie rosną, już Jej nie było. Odeszła do lepszego świata, a ja stale Ją wspominam, bo była niezwykle wyjątkową osobą.
Mam tę truskawkę tylko do ozdoby, nie jest ekspansywna
Te kwiaty, takie radosne i może właśnie dlatego co roku przywołują pamięć o tych co odeszli...
Żurawki to nigdy nie był udany eksperyment u mnie, dopóki nie znalazłam dla nich miejsca, które pokochały.
Jest coraz ładniej chyba ;-)
Mam dwa ogrody i dużo czasu.
Chyba jestem szczęściarą ;-)