Od dzisiaj Młociny nie są już moje, są w rękach Małgorzaty i Włodka. Sposób w jaki przejęli ode mnie ogródeczek spowodował, że nie tylko nie odczuwam żalu z powodu tego rozstania, ale wręcz czuję radość.
Kiedy po 3 tygodniach nieobecności podczas majowej wiosny, deszczu i ciepła zobaczyłam stan, w jakim jest ogródeczek, nie miałam wątpliwości, że nadszedł czas na zmianę warty. Kiedyś miałam wielką nadzieję, że będzie to zmiana pokoleniowa, że nowym gospodarzem Młocin będzie mój syn. Był taki moment, było blisko, ale syn wyemigrował daleko i wracać już nie zamierza.
Nowi właściciele pojawili się trochę niespodziewanie, nie byliśmy jeszcze umówieni, po prostu mnie znaleźli i chwała im za to. Delikatność i niezwykła kultura osobista M&W, wiedza o roślinach (robiłam malutkie egzaminy ;-)))), zapał w oczach do pracy w ogrodzie, wszystko razem spowodowało, że czuję jedynie ulgę i radość.
Ogródeczek będzie znowu piękny, bo teraz jest to piękno jeszcze, ale nad skrajem przepaści. Brak dalszej troski spowodowałby niechybny upadek ogrodu i zaprzepaszczenie tych 10 lat pracy, którą w niego włożyłam.
Oto zdjęcia z dzisiaj, które w pełni potwierdzą to co napisałam przed chwilą. Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze wszystko bogate, zdrowe, młode ręce dodadzą nowej urody.
Niech im się dobrze ogroduje ;-)
Małgorzato i Włodku, dziękuję i życzę Wam, by ogródeczek (te 185 metrów, co czasem są 190, a czasem 195 ;-)))))) dał Wam tyle przyjemności i satysfakcji, co mnie przez ostatnie 10 lat.















