poniedziałek, 3 maja 2021

3 maja na Młocinach

W przerwie między deszczem a zimnem korzystając z przebłysków słońca zabrałam Szarutka na kolejną wycieczkę. Tym razem na Młociny. Pustki na mieście, pustki w ogrodach, pewnie wszyscy wyjechali na Zanzibar ;-) 

A w ogródeczku po dwóch tygodniach niemal bez zmian. Tak jak na wsi, tak i tutaj wszystko rośnie sobie powolutku, tylko bardziej zielono i kilka nowych kwiatków się pokazało. Kwitnie ubiorek, szafirki i nieliczne tulipany.

Za to zieleni rozmaitej sporo. Rozchodniki, liliowce, bodziszki, hosty, wszędzie spore zielone kępy.


Wyszły floksy, orliki, piwonie



Zielone zakątki tu i tam



Albo takie zakątki ;-)


Dąbrówka rozłogowa jak małe broszki

Drzewa owocowe jeszcze nie kwitną, generalnie poza trzmieliną oskrzydloną krzewy raczej nadal łysawe.

Krzewuszka ma listki, nie zmarzła jak ta w Borkowie, ale tamta dopiero co posadzona, to nic dziwnego.
 


Zaczęło padać, zimno to i koniec wizyty.

Poszperałam jeszcze na parkingu w komputerowych zasobach Szarutka, powyłączałam rozmaite funkcje asystenta kierowcy, podłączyłam telefon do systemu samochodu i mogę uznać, że w 70% mam opanowaną obsługę pokładową. Jeszcze muszę przeprogramować system audio, sprawdzić rozmaite aplikacje i ustawienia, ale to nie jest związane z prowadzeniem samochodu, może poczekać.

Już chyba pisałam, że Szarutek sam jeździ ;-) No jest po prostu boski!

4 komentarze:

  1. A jednak w tę zimnicę wygnało Cię w ogrody. Zielono już jest! ubiorek coraz bardziej mi się podoba, muszę sobie go sprawić na moje klepisko. Niedaleko mam całkiem bogaty ogrodniczy biznes, poszukam.
    Mój krzaczek piwonii dzielnie przebił twarda powierzchnię zadeptanej ziemi i prześliczny piesek miłej sąsiadki przedarł się przez szparę w ogrodzeniu i te delikatne pędy mi połamał. Trudno ..sąsiadka jest bardzo miła, przezyję bez piwonii, dziurę zabarykadowałam kamieniami.
    Floksy tez mi się pokazały, przeżyły, bardzo je lubie.

    Podoba mi się ten chodnik zrobiony z drewnianych desek, pieknie ozdobił go mech.

    OdpowiedzUsuń
  2. Były chwile ze słońcem, a ja jak widzę słońce, to nie mogę usiedzieć w domu. Poza tym nie byłam na Młocinach dwa tygodnie, czas było sprawdzić jakie wiosna czyni postępy ;-)
    Ubiorek zdecydowanie polecam, jak już pisałam. To jedna z tych 'żelaznych' roślin be wymagań. Jak bodziszek korzeniasty. Też go polecam do wiecznego zazielenienia ogrodu.
    Piwonia pewnie da radę i wypuści nowe pędy. One tak łatwo nie giną. Pieski kocham, ale piesek w ogrodzie to jedna wielka masakra.
    Floksy też bardzo lubię, gdyby jeszcze nie zasychały im dolne liście. U mnie niestety zawsze w połowie lata muszę czyścić kępy floksów z tych suchych ozdób.
    Drewniana ścieżka to cała historia - pod nią jest ohydny betonowy chodnik nie do usunięcia. Zakryłam go drewnem, a że było to 9 lat temu, teraz ma takie mchowe ozdoby. Bardzo lubię mech, nawet w trawniku :-)
    Udanego dnia, zapowiada się bardzo ładny, a ja do pracy dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale cudowny maj u Ciebie w ogrodzie! i ten ubiorek wieczniezielony wspaniale się prezentuje. Na pewno później ''wybuchnie'' masą kwiatów, u mnie kwitnie od miesiąca :) Cieszę się, że wszystko mimo, że powolutku, odżywa i wzrasta. Będzie pięknie bo juz jest pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powolutku, bo dziwna ta wiosna u nas. Ogrody zawsze są piękne, nawet jak trochę zaniedbane ;-)

      Usuń