Widać ją z daleka. Cudna żółta plama. Kwitnie forsycja, a zatem wiosna wreszcie jest. Prawdziwa. Dzisiaj dzień tak piękny, że wynagradza te ostatnie słotne i zimne. Czas na nacieszenie się ogródeczkiem, Borków poczeka, a i tak nie ma tam jak dojechać.
Po ostatnich marcowych porządkach dzisiaj nie tak dużo pracy. Trochę porządków na rabatkach, gracowanie, drobne przycinanie, można po prostu nacieszyć się ciepłem i wyglądem wszystkiego. Róża wielokwiatowa, taka zwykła z marketu.
Widoczek na zieleń ;-)
Poprawiałam rabatkę z konarem. Stary pień spróchniał, położyłam nowy, bo stara śliwa padła. Docinałam konar, a końcówka teraz stoi na stole i wygląda jak konik morski.
To ten konar, a na rabacie irgi, zawciąg nadmorski, rozchodnik biały, sporo innych rozchodników, ale jeszcze ich nie widać. Zresztą wszystko tu jeszcze potrzebuje czasu, by pokazać swoją urodę.
Mój stróż ;-) w zawojach wiciokrzewu zaostrzonego.
Ulubiony ubiorek wiecznie zielony szykuje się do kwitnienia. Za parę dni będzie tu wielka biała kula.
Trzcinnik Foerstera w porę przycięty.
Runianka japońska też z pierwszymi kwiatuszkami. Niezniszczalny zadarniacz.
Tak jak i bluszcz i bodziszek korzeniasty.
Żurawka Marmalade rośnie u mnie już chyba 7 lat. Teraz przeplatają ją listki krokusów.
Trzmielina 'Sunspot' w tym roku pięknie się uchowała, pomimo silnych mrozów. Tylko po różach nad nią zostały jedynie korzenie. Flammentanz. Pewnie odbije.
I berbereysy.
Prawda że jest wiosna ! :-)
















Ubiorek mnie zaciekawił, zajrzałam tam gdzie trzeba i ładna to roślinka. U mnie w ogródecku jednak by nie czuła sie dobrze, bo ziemię mam kwaśną i duzo cienia.
OdpowiedzUsuńŁadna też jest Twoja forsycja, bardzo nie lubię jak się ją przycina i zostają takie patyki bez wdzięku..Twoja zachowała fantazyjny kształt. Runiankę widziałam juz dośc kwitmącą w ogrodzie botanicznym. Żurawka u Ciebie juz dorodna. moja zadeptali budowlańcy. Ale hosta, ktorą w tamtym roku doszczętnie zgnieciono, wbito w ziemie, pokryto smieciami..o dziwo wypuszcza pędy!!!
BArdzo spodobał mi się pan stróż!!!
Ubiorek jest raczej mało wymagający i da radę w każdych warunkach. Ciecie krzewów w moim wykonaniu to nigdy na równo;-) Ja przycinam gałązka po gałązce, właśnie by utrzymać w miarę naturalny pokrój. Hosty mają taki system korzeniowy, że trudno je zniszczyć. Zawsze wylizą. Żurawki to jednak delikatne rośliny, wiele straciłam, a ta jest jakaś wyjątkowa. Piękny dzień był!
UsuńPan Stróż to bardzo stara rzeźba z Hiszpanii. Dostałam ją pół wieku temu. To kawałek konara z wyrzeźbionym surowym obliczem. Stawiałam płotek wokół ohydnego cementowego słupa elektrycznego postawiłam za płotkiem tę rzeźbę, a dla ochrony zbudowałam taką skrzynkę i powstała swojego rodzaju kapliczka. Wiciokrzew był wtedy metrowy. Teraz ma kilkanaście. Widać go na zdjęciu obok wpisu. Kwitnący jest zjawiskowy.
UsuńNo to będzie zdjęcie stróża oplecionego kwiatami.
UsuńTak, wczoraj było cudnie:). Też mam ubiorek i bardzo lubię. Runianka wymaga przycinania po kwitnieniu, wtedy bardziej się zagęszcza.
OdpowiedzUsuńKonik z kawałka starego konaru wygląda, jak celowo zrobiona rzeźba, uroczy:)
Dziękuję :-) Ta 'rzeźba' też mi się spodobała. Pasuje do ogródeczka. Styl młocińskiego ogródka to wynik braku czasu ;-) Rośnie tu to, co samo daje radę, a powalone konary uzupełniają ten klimat. Czasem jestem tu tylko raz w miesiącu, bo Borków wymaga czasu sto razy tyle. Powinnam pomyśleć o rozstaniu z Młocinami, bo coraz trudniej 'oblatywać dwa ogrody, ale jakoś nie mogę się zdecydować na rozstanie.
UsuńUbiorka tnę regularnie, runiankę mniej, ale w tym roku zgolę solidnie, bo czas na to.
Przepiękna jest ta forsycja! W ogóle kolor jej kwiatów jest taki radosny przy tych wiosennych szarościach, że miło popatrzeć :-) A u nas w tym roku nie zakwitła, bo trudno nazwać kwitnieniem nieliczne, łatwe nawet do policzenia kwiatki. Widocznie zima dala się jej we znaki, a i lokalizacja naszego bloku blisko ściany lasu pewnie swoje robi i miejskie ciepełko ucieka.
UsuńMoja osiedlowa też nie za bardzo kwitła w tym roku, ale była ścięta bardzo nisko dla regeneracji. Ja swoją, tak jak pisałam, tnę dość oszczędnie, ale tnę, musi być przycinana, inaczej kiepsko właśnie kwitnie.
UsuńA jak posadzone drzewka wykopane z lasu?
Więc "naszą" forsycję muszę trochę przyciąć, już poczytałam jak; dotychczas tylko ją przerzedzałam. Jest przed naszym balkonem i prosiliśmy, żeby jej nie przycinać; izoluje nas (razem z pęcherznicami) od ścieżki rowerowej, chodnika i ulicy.
OdpowiedzUsuńWszystkie drzewka dobrze rosną - już się rozwijają liście; jedno ma tylko złamany wierzchołek. Mam nadzieję, że inne nie podzielą ich losu; najwyżej będą krzewami, byle rosły :-)
Forsycja kwitnie na nowych przyrostach, a nie przycinana ogołoci się dołem i nie będzie ładna. To jeden z tych krzewów, który musi być przycinany. Pęcherznica natomiast może być bez cięcia latami. Ja swoje tnę raz na kilka lat, a co roku tylko przerzedzam i skracam te najwyższe pędy dla nadania lepszej formy.
UsuńZłamany wierzchołek to żaden problem. Paradoksalnie może wzmocnić drzewko, które rozkrzewi się i zagęści. Ja w ten sposób 'formuję' moje olsze samosiejki.
Ten konar niesamowicie wyszedł, wygląda jak konik morski rzeczywiście! A forsycja no brak słów, Cudowieńko!!! Niesamowite, że rośnie u ciebie żurawka tak długo w jednym miejscu, i daje rade! Wspaniale.
OdpowiedzUsuńTaki korzeń ;-) Żurawka nie od razu tak rosła, była przesadzana, aż tu pokochała miejsce i nic jej nie straszne. Nawet susza.
Usuń