Padał deszcz - wreszcie! - był niemal wieczór, ja po 10 godzinach pracy wracałam do domu. Jest taki moment na trasie do mnie, gdzie wystarczy zmienić pas ruchu i potem to już tylko prosto na Młociny. Miałam wracać do domu, ale jutro Borków, czwartek, piątek muszę być w na miejscu, droga pusta, no to kierunek Młociny!
Jestem niezwykle przywiązana do tego miejsca, po kilku dniach przerwy tak mi go brak, że tracę humor. No to byłam i od razu lepiej.
A ogródeczek zieleni się i kwitnie. Trawę czas kosić, poza tym niewiele do roboty.
Szalona serduszka gigant, ziemia przysypana płatkami jabłoni, wszędzie płatki, stąd tytuł.
Za serduszką czarne pnie róży pomarszczonej. Ścięłam ją jesienią bo wybujała za wysoko i sądziłam, że to jej koniec. Nic bardziej mylnego. Cudnie odrasta. To jednak krzew niezmordowany, można jej nie lubić za rozliczne rozłogi, ale to akurat mnie cieszy, bo wycinam je i sadzę w inne miejsca.
Bardzo lubię te krzewinkowe rośliny, też niezniszczalne, ubiorek wiecznie zielony i wilczomlecz złocisty
Wisienka
Wiadomo :-)
Zieleń, kolory berberysów, tulipany, trzmielina, no znowu jest cudnie.