czwartek, 9 stycznia 2014

Dzisiejsze zdjęcia

Nic nowego, to bardziej dokumentacja, by upamiętnić sobie ten styczeń. Całkowicie nietypowy, czy może początek nowego klimatu dla naszej szerokości geograficznej. Nie ulega wątpliwości, że to nie
zwykła anomalia pogodowa, ale coś więcej, zapowiedź zmian klimatycznych, gdzie nasza dawna, sroga zima odchodzi w przeszłość.

Nauka jednak też się myli, więc jakie będą następne miesiące, nie wiadomo.



Rozwiązałam trawy. W tym cieple i wilgoci zaczynały gnić w miejscu związania.

sobota, 4 stycznia 2014

Styczniowa wiosna

Słonecznie, ciepło, bezwietrznie. Pieliłam grządki, robiłam ogrodowe porządki i gdyby nie wcześnie zapadający zmrok miałabym wrażenie, że to naprawdę wiosna. Ale poza kłami krokusów innych zbyt wyraźnych objawów wiosny w przyrodzie nie widać.


Za to Berberys Julianae zupełnie w tym roku nie przemarznięty.

Lawenda, której nie ścięłam, bo była ładna jesienią, teraz zaczyna się lekko budzić do życia



Na krzewach róż nadal zielone liście.

Hortensja Dębolistna też nadal ma te swoje kolorowe liście


Rokitnik zdobi szarymi gałązkami, a pod nim zieleni się Ubiorek Wieczniezielony


Gajowiec i Wiciokrzew Zaostrzony


Wielka to była przyjemność popracować kilka godzin w ogrodzie. Mam nadzieję, że zima jednak nie pojawi się już wcale.

środa, 1 stycznia 2014

1.01.2014

Jechałam przez wymarłe miasto. Warszawa, godzina 13.00, pojedyncze samochody, gdzieniegdzie ludzka istota, do tego szara pogoda, w sumie taki smętny początek roku, ale że już nie jest trzynasty z założenia ma być lepszy. Nawet nocna strzelanina była jakby mniej dokuczliwa, a pies po raz pierwszy w swoim życiu nie reagował w ogóle na huki i błyski petard. Wszystkie poprzednie noworoczne celebracje były dla niego prawdziwym koszmarem, dygotał, z trudem oddychał, ujadał...

Czyli już dobry początek. Chociaż byłby lepszy bez informacji, że niemal 200 tysięcy kosztowały fajerwerki warszawskie. Co za marnotrawstwo! 

Na działce u mnie wszystko na swoim miejscu, ale kilkadziesiąt metrów dalej spalony domek, cały ROD bez prądu. Fajerwerki? Nie wiadomo. I po co komu świętować w taki sposób zmianę jednej cyfry w kalendarzu?

W ogrodzie bez zmian, tylko wszystkie krokusy wystawiły kły. Może zapowiadają jednak wczesną wiosnę? Tak chcę to widzieć, chociaż działka jakoś nie cieszy, odkąd wiem, że to może być ostatni rok tutaj. Na szczęście jest nowa ustawa, zabiorą ten ogród, muszą dać inny teren, tylko wtedy znowu trzeba będzie zaczynać wszystko od nowa.

W drodze powrotnej do domu cudem nie zabiłam psa. Wyskoczył prosto pod koła, ale że miesiąc temu zmieniłam klocki hamulcowe, samochód niemal stanął dęba, ale w miejscu. Pies szurnął po karoserii i po chwili zniknął wśród domów po drugiej stronie ulicy. 

Tylko ja nie od razu mogłam ruszyć dalej...
Nie było właściciela, być może to był właśnie taki po-fajerwerkowy pies, uciekający przed wszystkim prosto pod koła mojego samochodu.

No jednak dobry początek roku!