Narzekałam ostatnio na stracone lato, na zaniedbanie ogródeczka na Młocinach z powodu upału, z powodu suszy, z powodu ogromu urodzaju jabłek.... Było mi bardzo smutno z tego powodu, bo nie lubię nie dawać rady. Ja nie z tych co się poddają, choćby nie wiem co się działo, a tego lata niestety żar niebieski i rozsądek nakazały odpuścić.
Dzisiaj wreszcie mogłam działać jak dawniej. Wiele godzin pracy i chociaż jeszcze nie 'bombonierka ;-), to jednak znowu to mój ogródeczek!
Kolorowo jesiennie
Irgi i rozchodnik biały
Sadziec purpurowy
Trzmielina oskrzydlona zaczyna swoje jesienne przebarwienie. Wkrótce będzie czerwonym krzewem.
Zastanawiam się, kiedy moje kaliny w Borkowie będą miały takie korale. Tu czekałam 5 lat, ale to głownie chyba z powodu ciągłych inwazji mszyc. Od dwóch lat kaliny wolne od mszyc, za to bogate w korale ;-)
Berberysowo-pęcherznicowy mix.
Jeszcze lawina clematisa Paul Farges
i bardzo marniutkie hortensje 'Tardiva'. Dopiero drugi rok u mnie, do tego chyba susza je pogryzła.
Jestem znowu w zachwycie, może nie mam podstaw, ale ja to widzę po swojemu.
Jak wszystko zresztą.
To moje widzenie świata w ogóle i w szczególe , inaczej niż wszyscy, to moje lekarstwo na całe zło ;-)