Wreszcie można było popracować w ogrodzie.
Dotychczasowe zimno wyganiało do domu, zresztą nawet chwasty nie rosły. Do dzisiaj! Dwa dni słońca i jednak są. Nie jest ich u mnie dużo, bo stale czyszczę rabaty, ale właśnie to stale to klucz do czystych grządek. A zatem grabki, rękawice i do dzieła.
Do gracowania, albo motyczenia.
Chyba mało kto używa tych wyrażeń obecnie, ale ja je lubię i do tego rzeczywiście gracuje w ogrodzie, bo nie mam kory, tylko gołą ziemie, a to pozwala na takie właśnie spulchnianie gleby. Przyznam, że nie znoszę ogrodów zasypanych korą, nie wiem jak ziemia pod nią wygląda po paru miesiącach, musi być twarda jak skała. A tak co parę tygodni przegracuję moje rabaty i zaraz jakoś tak świeżo w ogrodzie.
O, tak jak dzisiaj, tylko nadal pusto jeszcze.







