wtorek, 23 lutego 2016

Pierwiosnki historycznie

Basia zapytała mnie o trwałość pierwiosnków, które pokazywałam ostatnio jako kupione w miejsce pączków w tłusty czwartek. Te jeszcze nadal rosną w domu, ale podobnie było w ubiegłym roku, kiedy kupione w markecie w marcu posadziłam do ziemi. Oto ich zdjęciowa historia, a raczej historyjka ;-)

Tak wyglądały w marcu 2015







I do końca kwietnia




A potem jeszcze w grudniu 2105 roku ;-)






To jak sądzę jest pierwiosnek bezłodygowy, odmiana ogrodowa. Liście mu dość szybko marnieją, ale ja usuwam je regularnie i jakoś to wygląda. Zapewne najlepiej wyglądają w sporej grupie i dlatego w tym roku dosadzę ich więcej.

środa, 17 lutego 2016

Bazie i kotki

Zadziwiła mnie dzisiaj leszczyna, cała w baziach.




Nie rośnie u mnie, tylko tuż za ogrodzeniem. To taka pospolita, leśna. Wystarczyło trochę ciepła i już cała kwitnie.

Na wierzbie kotków prawie nie ma za to.


Przyroda po dzisiejszej zimnej nocy przycupnęła, niewiele się dzieje. Głogownik nadal daje radę, ale wiele z tych liści straci później.


Myślałam, że dzisiaj znowu coś porobię, ale zimno, przed nami sporo zimnych nocy, zrezygnowałam z cięcia traw. Poczekam do marca jednak.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Bentley raz jeszcze

Popularność mojego wpisu na temat tego narzędzia ogrodniczego zadziwia mnie, ale też i nie. 
Doskonałość i uroda produktów tej, jakże starej i tradycyjnej angielskiej firmy kusi nie tylko przydatnością w ogrodzie, ale też pewnym specyficznym komfortem używania czegoś w dobrym gatunku, pełnego klasy, perfekcją tradycyjnego designu. Gdyby nie ceny zapewne nie używałabym żadnych innych narzędzi w ogrodzie ;-)

Taki kosz np.

 
jest po prostu piękny, chociaż przecież całkowicie można się bez niego obejść ;-) 


Co więcej zauważyłam, że coraz mnie jest adresów, gdzie te narzędzia można kupić. Tego mojego do krawędzi prawie nie ma. Wygląda na to, że nowoczesne 'plastykowe' narzędzia, znacznie tańsze, choć niekoniecznie trwalsze, wypierają z rynku taką klasykę.

Szkoda, bo to nie tylko funkcjonalne, ale - mam wrażenie - wieczne narzędzia. Mój 'krawędziak' służy już parę lat i nie widzę na nim śladów czasu. Inna sprawa, że ja dbam o narzędzia, wszystkie, nie tylko Bentleya, chociaż to tylko to narzędzie zimuje ze mną w domu ;-)

W planie ma jeszcze takie cuda

 I dla zupełnej rozpusty takie rękawice

 To bardziej dla przyjemności posiadania produktu doskonałego, niż rzeczywiście przydatnego, ale to sprawia tyle przyjemności.

piątek, 12 lutego 2016

Poczułam wiosnę !

Dzisiaj mój w miarę wolny dzień - od komputera prawie nie odchodzę - pogoda śliczna, pojechałam na Młociny. 

Pojechałam tak tylko kontrolnie. Ale jak już się tam znalazłam, nabrałam ochoty na wiosenne porządki. Trzy godziny czyszczenia rabat, grabienia trawnika, wielki wór śmieci, a wyglądało, że właściwie nic nie ma do roboty ;-) 

Oj jak mi brakowało tej fizycznej pracy, tego kontaktu z ziemią i roślinami. A do tego tyle oznak nowego życia, że przecież nie sposób, by krokusy, tulipany, czosnki wyrastały na zaśmieconych rabatach.

No to wysprzątałam, ale szczerze powiem, że na zdjęciach tego chyba nie widać ;-)

Ale nowe życie widać!





Kanty straszliwie zarosły. Wkrótce się za nie zabiorę. Bentley w domu czeka ;-)


Trawnik jeszcze zimowy, ale wygrabiłam dzisiaj mnóstwo siana, wkrótce się zazieleni.






czwartek, 4 lutego 2016

Gradobicie

Grad nie był ani duży, ani silny, ale jednak był. Dzień też taki gradowy. Uwieczniłam go na moich iglaczkach.



Potem szukałam śladów życia albo jakiejś urody, bo dzień wyjątkowo paskudny.


Juliana zbrązowiała, i te liście są do stracenia. Ten Berberys niby zimozielony, ale jednak dość łatwo przemarza. Drugi, bardziej ukryty ma się znacznie lepiej.

 

Ubiorek rośnie w najlepsze, a te suche badylki, to hortensja z patyczka. Rośnie już drugi rok, ale na razie słabiutko.


Głogownik też straci trochę listków po zimie.


Azalia jak zwykle.