poniedziałek, 31 lipca 2017

Ostatni dzień lipca


To zawsze jest nieco refleksyjny dzień. Połowa lata minęła. A dzień wyjątkowo letni, może i upalny, ale że mam już bardzo cienisty ogródek i ustawiłam zraszacze wcale nie było tak trudno, a i prac wykonałam całkiem sporo.  

Głównie to prace porządkowe - przycięłam przekwitłe budleje, podwiązałam przetaczniki, wycięłam trzykrotki, pousuwałam żółte liście na liliowcach, ale przede wszystkim grabiłam suche liście. Moje jabłonie i grusza to w tym roku jedynie źródło chorych suchych liści. Trawniki zasłane jak w listopadzie.

Cisza i soczysta zieleń pomimo upałów, brzęczenie owadów, fiolety wokół...










Zraszacze pomagały i mnie i ogrodowi



Nieprzerwanie kwitną róże


Będą kwitły nowe hortensje



A czosnek Scorodoprasum już tylko na suche bukiety ;-)


Taki jesienny akcent na koniec ;-)

środa, 26 lipca 2017

Testowanie smartfona ;-)


Nowy telefon, a zatem czas sprawdzić jakie zdjęcia zrobi na Młocinach i dzisiaj tylko takie. Od razu widać - moim zdaniem - ograniczenie w zdjęciach makro, ostrość też średnia, no ale LG to nie Finepix, chociaż to też nie jakiś wyjątkowy aparat.

Ale kwiatki widać ;-)














Od jutra emigruję do Borkowa ;-) , a dzisiaj wieczorem spotkanie ze słoniami z Bangkoku. 'When elephants were young' - fabularyzowany dokument o losie słoni w Tajlandii. Ma znakomite recenzje, bardzo jestem ciekawa tego filmu.


poniedziałek, 24 lipca 2017

Ogród numer 1.


Mam dwa domy, dom numer jeden, ten w śródmieściu i dom numer dwa, ten na wsi.

Mam - teoretycznie - dwa ogrody, ten na Młocinach, ogród numer jeden, i ten w Borkowie, który tak na prawdę ogrodem nie jest. Jeszcze? Nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę stworzyć tam coś, co by ogrodem można było nazwać. 

Wszystko to kwestia definicji, ale w moim odczuciu, ogród to ja wreszcie mam na Młocinach. Na zawsze zapamiętałam taki komentarz, kiedy działka na Młocinach powstawała z wysypiska śmieci, a ja jeszcze bywałam na rozmaitych forach ogrodniczych:

'ogrodu to Ty nie masz, masz co najwyżej działkę z nasadzeniami' 

Na forach jakichkolwiek nie bywam od dawna, konto na FB skasowałam lata temu, pisze sobie tu i chociaż statystyka pokazuje dziesiątki odwiedzin każdego dnia, mało kto ma ochotę wyrazić jakakolwiek opinię. Tym bardziej dziękuję tym, którzy piszą :-) 

A cały nieco emocjonalny wstęp stąd, że w sobotę, 22 lipca minęła kolejna rocznica ogródeczka w ROD na Młocinach.

To już 6 lat.

Dla tradycji przypomnę co 22 lipca 2011 roku zastałam na tym skrawku ziemi:



Było, ale dla tradycji rocznicowej przypominam ;-)

A dzisiaj motyle i jeżówki :-)





  
Budleje



Clematisy



Jarzmianki w fazie suchej ;-)


I widoczki po całości





Na Młocinach regeneruję siły, by dalej walczyć z naturą w Borkowie. W Borkowie odpoczywam far from the madding crowd - pełna kompatybilność.

I wiem, że są co najmniej dwie osoby, które perfekcyjnie będą wiedziały o czym piszę :-)

Macham :-) 

środa, 12 lipca 2017

Wakacje, wakacje, wakacje !


Od dzisiaj prze kilka następnych tygodni jestem wolna od sztywnych godzin pracy, mogę pracować jak będzie taka potrzeba, a jak nie, to nie ;-) 

Pierwszy dzień wolności poświęciłam mojemu kochanemu miejscu domowemu. Strasznie je zaniedbałam, bo przy lawinie obowiązków hierarchia była taka: najpierw praca, potem ogrody, a dom czekał. 

Praca - wiadomo, są okresy kiedy trzeba najpierw mieć pewność, że nic się nie zawali, a to wymaga czasem 24/7.

Ogrody - nie wyobrażam sobie zarośniętych i zachwaszczonych Młocin, czy niedopilnowanej dzikości Borkowa ;-) Bo naturalna dzikość wymaga delikatnej, ludzkiej (kobiecej) ręki.

A dom - najwyżej pokryje się kurzem ;-)  No i było tego sporo, więc dzisiaj hierarchia stanęła na głowie i dom był numerem uno. Także taras, na którym po prostu zrobiłam nowe aranżacje sprzętowo-roślinne, bo w donicach było wszystko zadbane. Donice to też ogród ;-)

No i teraz jest tak.








A jak już taras i wnętrza lśniły - i po przestawieniu połowy mebli - pojechałam na Młociny. OMG jaki długi dzień, ile można zrobić!

Nie jeszcze coś!

To mój najnowszy prezent dla domu


Prezent od autora. Wspaniale wpisał się w atmosferę mojego domu.

A na Młocinach chwasty ;-)

No bo jakże by mogło być inaczej. Czyli jak zwykle praca, praca, praca, tylko teraz fizyczna i jakże relaksująca. Kocham to spracowane zmęczenie po kilku godzinach harówki ogrodowej. Jakże to regeneruje całościowo.

A obrazki? No są oczywiście, bo wreszcie są pierwsze liliowce.



   
Są jeżówki, hortensje, tawułki.



Nadal  zbiera siły po suszy, ale jest coraz lepiej. To piękna odmiana, ogromna, ale susza jej nie służy. 


I jak zwykle widoczki na całość, która bardzo mi się podoba ;-) A co!







Jutro w planach wyjazd do Borkowa, ale pogoda może to opóźnić do piątku.