Mam dwa domy, dom numer jeden, ten w śródmieściu i dom numer dwa, ten na wsi.
Mam - teoretycznie - dwa ogrody, ten na Młocinach, ogród numer jeden, i ten w Borkowie, który tak na prawdę ogrodem nie jest. Jeszcze? Nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę stworzyć tam coś, co by ogrodem można było nazwać.
Wszystko to kwestia definicji, ale w moim odczuciu, ogród to ja wreszcie mam na Młocinach. Na zawsze zapamiętałam taki komentarz, kiedy działka na Młocinach powstawała z wysypiska śmieci, a ja jeszcze bywałam na rozmaitych forach ogrodniczych:
'ogrodu to Ty nie masz, masz co najwyżej działkę z nasadzeniami'
Na forach jakichkolwiek nie bywam od dawna, konto na FB skasowałam lata temu, pisze sobie tu i chociaż statystyka pokazuje dziesiątki odwiedzin każdego dnia, mało kto ma ochotę wyrazić jakakolwiek opinię. Tym bardziej dziękuję tym, którzy piszą :-)
A cały nieco emocjonalny wstęp stąd, że w sobotę, 22 lipca minęła kolejna rocznica ogródeczka w ROD na Młocinach.
To już 6 lat.
Dla tradycji przypomnę co 22 lipca 2011 roku zastałam na tym skrawku ziemi:
Było, ale dla tradycji rocznicowej przypominam ;-)
A dzisiaj motyle i jeżówki :-)
Budleje
Clematisy
Jarzmianki w fazie suchej ;-)
I widoczki po całości
Na Młocinach regeneruję siły, by dalej walczyć z naturą w Borkowie. W Borkowie odpoczywam far from the madding crowd - pełna kompatybilność.
I wiem, że są co najmniej dwie osoby, które perfekcyjnie będą wiedziały o czym piszę :-)
Macham :-)


Dzisiaj trafiłam na Pani bloga i nie mogę wyjść z podziwu, jak piękne miejsca Pani stworzyła i jak udaje się Pani pogodzic obsługę tych ogrodów z domem i z pracą. Coś fantastycznego. Wszystkiego dobrego! Ela
OdpowiedzUsuńA ja dopiero dzisiaj przeczytałam Pani komentarz. Bardzo mi miło i dziękuję. Pogodzenie wszystkiego nie jest łatwe, ale może kiedy mamy nadmiar szczęścia to trudno o brak szczęścia ;-))))
UsuńWarto sobie tworzy takie azyle.
Pozdrawiam pani Elu.