piątek, 10 czerwca 2016

Szalona pogoda

Nic nie zapowiadało aż tak żywiołowych zmian pogody.  Od rana planowałam jechać na Młociny, posadzić czekające na tarasie rośliny, bo w czwartek miałam dzień relaksu od ogrodów. Po środowym koszeniu musiałam zregenerować siły ;-)

Od rana też pogoda była mniej więcej taka jak ostatnio i dopiero kiedy jechałam już z roślinami na Młociny dopadła mnie pierwsza nawałnica. Czarno wokół, znów ściana deszczu, no ale dla ogrodnika to przecież czysta radość. Do tego dzień na sadzenie idealny. I potem już tak było aż do popołudnia, raz słońce, raz deszcz. Ogródek mokry, podlewać nie trzeba, a nowe rośliny rosną.

Posadziłam dzisiaj krzewy róży wielkokwiatowej i śnieguliczki o niezwykle złożonej nazwie: Śnieguliczka Hancock Symphoricarpus chenaulti, ale to pospolity krzew do nasadzeń miejskich. Ja śnieguliczki mam i lubię, proste, niewymagające krzewy, trochę takie 'zapchajdziury', ale u mnie takie rosną najlepiej. Róże zaś to po prostu multiflora, która ma wyglądać tak:

 

Póki co wygląda tak, ale ja mam zaufanie do Rzeszowskiej szkółki i wierzę, że będą to piękne krzewy.


Śnieguliczki natomiast to całkiem duże krzewinki, rosną sobie pod rokitnikiem. Tutaj tylko one dadzą radę.



A tu dla porównania moja śnieguliczka posadzona parę lat wstecz.


Rudbekia Green Wizard zakwita


 
Rabata bylinowa coraz bardziej zagęszczona a trzykrotka naprawdę będzie biała!



I jeszcze mokry ogródek


Nadal czarne chmury, pada co chwilę, jak dobrze! Do poniedziałku :-)