niedziela, 30 grudnia 2018

Od stycznia do maja 2018

Koniec roku jak zwykle nastraja do spojrzenia wstecz. 

Jaki to był rok?

Ja zapamiętałam go niezwykle źle. Operacja, szpital, pogotowie, szpital, 2 miesiące złe, potem bardzo smutne wydarzenia rodzinne i zaczęła się dla mnie walka o przetrwanie. Zginął gdzieś mój optymizm, radość życia, coraz więcej było całkowitego zniechęcenia, braki motywacji. Męczył mnie upał, nie miałam ochoty już na nic ...

Zaczęłam przeglądać zdjęcia z przekonaniem, że na nich zobaczę potwierdzenie tego, co mam w pamięci. I tu niesamowite zaskoczenie. Tyle radości w tych zdjęciach, tyle optymizmu. Zaczynam myśleć, że chyba wmawiam sobie te złe wspomnienia. Były, ale na pewno nie cały czas. No bo jak można widzieć to wszystko i nie czuć niezmiernej radości życia. 

Taki był kwiecień i maj 2018 roku.

Kwiecień zaczął się wybuchem wiosny. Każdego dnia ogród zieleniał, rozkwitał.







Ale maj!

To było szaleństwo przyrody. Wszytko kwitło, rosło, owocowało niemal jednocześnie.





























Miałam zamiar wybrać zdjęcia z całego roku, ale po obejrzeniu zdjęć z maja, doszłam do wniosku, że to wystarczy. Bo to jednak był wspaniały rok ;-)

 
 

piątek, 28 grudnia 2018

Dzień niemal wiosenny ;-)

Zanim napiszę cokolwiek, winna jestem czytającym małe wyjaśnienie.

Moje blogi znikają co jakiś czas, ale to przez azjatycką inwazję stron pornograficznych :-( Nie wiem dlaczego upodobały sobie moje blogi, ale ich wizyty doprowadzają mnie do tego, że mam ochotę zniknąć z internetu. 

Tyle że lubię pisać, lubię ten wirtualny kontakt z nieznanymi ludźmi, pod warunkiem jednak, że dzieje się wedle przyzwoitych zasad. No zobaczymy, może po tygodniowej nieobecności dadzą mi spokój.

A ten wiosenny dzień dzisiaj? No tak, słonecznie! Prawie :-) Ciepło, no to wzięłam się za porządki. Zgrabiłam masę liści, które przyniósł wiatr, ogródeczek przejaśniał, a ja po 3 dniach filmoterapii z radością popracowałam fizycznie.

A potem już w domu popatrzyłam na zdjęcia z kolejnych grudniowych wizyt i trochę zrobiło mi się żal, że to nie tak, jak było w grudniu 2014. Niby wcale zimy nie lubię, ale te szare, mokre dni są takie przygnębiające. 


  

Happy New Year !

poniedziałek, 24 grudnia 2018

24 grudnia

Od paru już lat świąt niby nie obchodzę, ale im bliżej Wigilii, tym więcej mam choinkowych dekoracji, wyciągam stare i bardzo wyjątkowe okazy i tak powolutku jak przychodzi 24 grudnia, dom jest zupełnie inny. Ale nadal nie będzie ani 12 dań, ani żadnej rodziny, ani kolęd, czy brrr... opłatka, bo ze świąt najbardziej lubię właśnie dekoracje ;-)

Ugotowałam sobie wspaniałą zupę grzybową, upiekłam pieczeń z dzika w czerwonym winie. No trudno, jestem mięsożercą i jak nie świnka, cielaczek czy inny zwierz, może być dzik; do tego wyjątkowo ich nie lubię za te zniszczenia wokół Bobrowego Borkowa.

Mam też dietetyczny = bez cukru i tłuszczu piernik i sernik własnej roboty, jeszcze parę innych wspaniałości i mogę "świętować" ;-) 

Na dzisiaj przewidziany jest Mowgli - nowa wersja Księgi dżungli. Kiedyś czytałam ją na okrągło, mam wydanie z 1957 roku z cudnymi ilustracjami Katarzyny Latałło i z dedykacją od wujka ??? Za nic nie pamiętam jaki to wujek. Chyba taki amerykański, bo był i taki.

Jeszcze tylko wizyta na Młocinach, radość, że świerk nie wycięty, wizyta w mieszkaniu syna, bo syn w Azji i mogę zapomnieć o zewnętrznym świecie.


 Wszystkiego czego sobie życzycie i czasu dobrze spędzonego :-)

czwartek, 13 grudnia 2018

Raz w tygodniu

Takie co tygodniowe odwiedziny u roślinek na Młocinach.

Trzeba zobaczyć, co się dzieje, trochę się nacieszyć widokiem uśpionego ogródeczka, pooddychać ciszą, odludziem, tym niezwykłym spokojem ogrodów działkowych po sezonie. 

Dzień niemal czarny, tak pochmurno. Fotografować nie ma co, do tego światło żadne, no to tak na przekór, takie czarne zdjęcie ;-)


i jedno zielone. Donica z wrzosami i niedźwiedzim futrem nie najgorzej się trzyma.


Jutro w planach wizyta na wsi, ale przyznam szczerze, że nie wiem, czy mi się będzie chciało. Może raczej pojadę jeszcze za tydzień, by naciąć sosnowych gałązek dla zapachu w domu.

Jednak nigdzie nie jadę. Norweskie plany były, ale jak przyszło do wykupienia biletu, jakoś nie mogłam się zdecydować. W domu mi dobrze ;-)

piątek, 7 grudnia 2018

Co za cudny dzień :-)

Za oknem mokra, mglista szarość. Mżawka, wilgoć. 

To jak cudny?!

Czasem to jednak zależy od pogody ducha, a nie pogody za oknem ;-) Banalne, ale tak po prostu jest. Poza tym projekt  'daszek do karmnika' zakończony z powodzeniem, dzień wbrew wyglądowi ciepły, spędziłam na Młocinach sporo czasu wśród pustki ogrodów, spokojnych, uśpionych, z dala od ludzi. 

Ja akurat to lubię najbardziej.

A projekt 'daszek'? Wczoraj pisałam o robotach domowych. Zmieniwszy apartament (;-) w stolarnię wykonałam brakujący, bo przegniły daszek do karmnika. Trochę się bałam, czy będzie pasował, bo jednak stojak był na Młocinach a ja 'tworzyłam' na pamięć.

Widać pamięć nadal mam niezłą, bo daszek pasuje jak ulał. Oto ON!



Pomalowany drewnochronem, przymocowany do starego stojaka, pewnie znowu parę lat postoi.

  
Przy okazji uwieczniłam inne moje daszkowe 'konstrukcje'. Chyba mam do nich słabość ;-)))


Kiedy budowałam osłonę na ohydny betonowy słup, wymyśliłam taki domek dla bardzo starej rzeźby z Hiszpanii. Stoi tam sobie od lat opleciona pnączem wiciokrzewu, niemal niewidoczna. To mój STRÓŻ, moje wspomnienie. Pochodzi jakby z mojego dawnego życia.


A teraz stoi dokładnie pod kamerą działkową ;-) Jest na tym słupie ponad pnączem.  Groźny, prawda? Chociaż mam dziwne wrażenie, że zaczął się uśmiechać. Muszę porównać ze starymi zdjęciami, ale przecież wilgoć i po tym suchym lecie mogla go zmienić? A może ma mi coś do powiedzenia ;-)))


A tu mój inny daszek. Ścięłam chorą brzoskwinię, a pień został. Zostało też wspomnienie po Iwie szczepionej. Nigdy żadnych sczepionych drzew niw będę miała. To takie nienaturalne. Ale to było na samym początku mojej przygody z ogrodem.


Popijając herbatę patrzyłam ile to jeszcze koloru i życia w tym ogródeczku. Może ja go za bardzo kocham, może po prostu jestem tutaj szczęśliwa, ale widzę to wszystko na pewno inaczej. 





Nie jest ani doskonały, ani wyjątkowy, ale stworzylam go od zera sama, jest mój i mam z tego dziką radość. Czego życzę wszystkim. Bo nie chodzi o spektakularny efekt, ale o radość tworzenia na nasze potrzeby, by cieszyć się każdym dniem na nowo.