Wesołych Świąt!
Wszystkim, także tym co świąt nie obchodzą w ogóle, albo obchodzą, ale inne święta, w innym czasie, albo nie mają ochoty niczego obchodzić, bo w ogóle na niewiele mają ochotę.
Bo świat obok tych wszystkich radośnie biegających po sklepach ludzi, planujących Wigilię na kilkanaście osób, pełen jest także smutnych, zawiedzionych ludzi, dla których koniec grudnia i początek stycznia każdego roku, to czas na przeczekanie, czas pełen żalu i samotności.
Ja jestem na tyle obdarowaną przez los istotą, że choćby nie wiem co i choćby nie wiem jak działo się wokół mnie, zawsze znajduję powody do radości i z małych spraw buduję sobie własne poczucie szczęścia.
A dzisiaj Młociny w słońcu.
Po blisko dwóch tygodniach nieobecności, jak zawsze trochę ze strachem podchodziłam do mojej 84. Wszystko w porządku poza śladami czyjejś obecności. Stołeczek drewniany spod gruszy ustawiony przy ogrodzeniu służył jako stopień nieproszonym gościom. Na szczęście wszystko na miejscu, a nawet więcej, bo w trawie leżał sobie malutki miś. Teraz siedzi na mojej furteczce pod kolorowym wiankiem zrobionym na szybko z tego co na działce.
Wprawdzie po wczorajszych operacjach dentystycznych dzisiaj jestem w kolorze kredy, a nóżki mam jak z przysłowiowej waty, to jednak pozostaję w zachwycie nad talentami Pani Chirurg Stomatolog. Wszystko odbyło się szybko, skutecznie i bez cienia bólu. Pralka też działa, jednym słowem są powody do radości!
No i pierwiosnki kwitną niezmiennie.
Na wierzbie kotki
Trawa zielona, wiosennie :-)
W drodze powrotnej wzięłam z choinkowego placu jodłowych i świerkowych gałązek, barszcz czerwony już pachnie razem z choiną, inne pyszności jeszcze czekają w kolejce. Czekają też wspaniałe filmy, Carol, The Danish girl, The Intern i jak zawsze trochę angielskich seriali.
I jak tu nie lubić świąt ;-))))