piątek, 3 marca 2017

Kocham ogrody!

Po prostu. 

Dzisiaj niemal na czterech z powodu nadal utrzymującego się wycieńczenia organizmu po chorobie spędziłam ponad 5 godzin na pracach ogrodowych i już pod koniec dnia, byłam jak nowo narodzona. 

Wprawdzie nóżki mi się trzęsły, siódme poty biły, ale nadal żyję ;-)

Co więcej, mam się nawet lepiej, a widok wyczyszczonego ogródeczka na Młocinach był jak balsam dla umęczonego umysłu.

A co zrobiłam? Przede wszystkim sprzątanie. Nawiało rozmaitego śmiecia na rabaty, a że wszędzie zielone kły z ziemi wychodzą, nie sposób, by w tym śmietniku rosły. Dwa wory śmiecia zebrane, a oto kły ;-)








Cały ogród pełen jest tego nowego życia, co zaskakuje, bo tydzień temu nie było niemal nic. Jeszcze się nie ciesze, bo rok temu z tych zielonych kłów nic nie wyrosło, ale mam wrażenie, że ten rok jest inny.

Ścięłam wszystkie byliny zostawione na zimę do dekoracji, przycięłam Red Barony, budleje, uformowałam lawendę, wygrabiłam tony sianka z trawnika i .... z trudem wróciłam do domu ;-)

Za to w domu mogłam sobie powspominać dzisiejszy dzień :-)

Marketowe primule rosną kolejny rok


Kostrzewy wyjątkowo ładnie przezimowały


Bylinowa pusta, no ale jaka ma być ;-)


Widoczki ...