piątek, 27 listopada 2015

Młociny, 27 listopada

a pierwiosnek nadal kwitnie ;-)


Zdjęcie bardzo byle jakie, robione komórką po zmroku, ale dla mnie to zaskakujące, że po tych mroźnych nocach on nadal ma się doskonale.

Trochę koloru, Berberys Juliany i trzmielinki, które dostałam we wrześniu 2013 roku od bardzo miłego gościa. Zrobiłam z nich sadzonki i teraz mam małe poletko.


Trawki ładne, Trzcinnik i kostrzewy


A tu ślady nocnych gości, tuż za ogrodzeniem. Dziki szaleją po okolicy, dzisiaj wg informacji stołecznych mediów wyjadły wszystkie cebulki tulipanów posadzone niedawno w liczbie paru tysięcy. Miała być długa tulipanowa fala przez trawnik. Pozostał tylko zryty trawnik.


Wysprzątałam ostatnie liście, ziemia zmarznięta, ogródek zasypia gotowy do zimy.
 

Wspomnienie lata

Rok 2015. Zdjęciowe podsumowanie lata.





























środa, 18 listopada 2015

Bardzo listopadowo

Wyprawa w deszczu na Młociny. Pogoda pod psem - proszę psa o wybaczenie ;-) - ale zobaczyć ogródek bardzo niezbędna potrzeba, więc byłam.

Smutno i listopadowo, ale jakieś kolory nadal są. Pigwa się nadal złoci.


Iglaste, wiadomo ;-)


Głogownik


Smętne resztki Dębolistnej


Korzenie winorośli są zawsze malownicze. W lecie otaczają je włosy Włosistej, teraz z powodu wilgoci, włosista w snopku.


Moja frontowa rabatka z Moudry. 


Berberysowe korale i same berberysy.




Kolejne snopki włosistej pod Zebrinusem.




Nic nie robiłam, bo lało. Zresztą wiele do roboty nie ma. Popatrzyłam, podumałam o losie człowieka, o tym jak ulotne jest wszystko, jak trudne jest pokonywanie kolejnych etapów życia, a także o tym jak coraz jednak trudniej jest odnaleźć mój dawny optymizm. Im więcej smutnych i przykrych zdarzeń wokół, a perspektywa na przyszłość żadna, optymizm wysycha jak mój - tylko jak długo jeszcze mój - staw w lecie.


piątek, 13 listopada 2015

Świerk w 12 obrazkach ;-)

Domowa demolka w postaci wymiany rur i całej wodnej instalacji od paru dni przykuła mnie do domu. W kurzu, hałasie, nieco podłamana widokiem mojego do niedawna domowego zacisza uciekam w obrazy z lepszego świata, z mojego ogródeczka na Młocinach. 

Oglądając zdjęcia z kolejnych lat odkrywam zapomniane, a czasem już nieistniejące zakątki sprzed lat. Z przyjemnością śledzę zdjęciową historią sadzonych przeze mnie roślin. Jedne rosły lepiej, drugie gorzej, niektóre w ogóle nie przetrwały. Tak czy inaczej oglądając te zdjęcia uświadomiłam sobie ile pracy, wysiłku, nadziei wpakowałam w ten kawałek ziemi, przecież nie zawsze osiągając zamierzone efekty, a i raz osiągnięte wcale wieczne nie są, bo to natura, bo wszystko przemija.

Kataloguję teraz moje roślinne historie i właśnie skończyłam obrazkowy przegląd pod tytułem Świerk.

Oto moja mizerota, gratisowa roślinka, która przyjechała do mnie w czerwcu 2012 roku. Tu stoi sobie jeszcze w domu na tarasie.
 

Już rośnie, tylko prawie jej nie widać, a i działka po blisko roku od jej 'narodzin' też pustawa i głównie trawiasta. 


W grudniu 2012 roku.


Maj 2013.

W maju 2013 roku świerk dostał towarzystwo.



Po roku, w czerwcu 2014  w maju, lipcu i listopadzie.




A to już lipcowa susza 2015.


Jesień 2015, listopad.


W listopadzie poza 'płonącą' Pigwą zielony świerk cieszy w pustym ogrodzie.


Byle do wiosny, a domowa demolka powoli dobiega końca, tylko jeszcze trzeba to wszystko posprzątać i doprowadzić do ładu. Ogródek wysprzątany dwa dni temu po szalejącej wichurze poczeka do wtorku.

Ciekawe czy pierwiosnek, który zakwitł jakby specjalnie na nasze narodowe święto, jeszcze nadal będzie się żółcił.

Zdjęcie marniutkie, bo teraz nie wożę ze sobą aparatu i dopóki nie odzyskam czterech kółek - jeśli odzyskam - jakoś nie mam ochoty robić zdjęć.