Wyprawa w deszczu na Młociny. Pogoda pod psem - proszę psa o wybaczenie ;-) - ale zobaczyć ogródek bardzo niezbędna potrzeba, więc byłam.
Smutno i listopadowo, ale jakieś kolory nadal są. Pigwa się nadal złoci.
Iglaste, wiadomo ;-)
Głogownik
Smętne resztki Dębolistnej
Korzenie winorośli są zawsze malownicze. W lecie otaczają je włosy Włosistej, teraz z powodu wilgoci, włosista w snopku.
Moja frontowa rabatka z Moudry.
Berberysowe korale i same berberysy.
Kolejne snopki włosistej pod Zebrinusem.
Nic nie robiłam, bo lało. Zresztą wiele do roboty nie ma. Popatrzyłam, podumałam o losie człowieka, o tym jak ulotne jest wszystko, jak trudne jest pokonywanie kolejnych etapów życia, a także o tym jak coraz jednak trudniej jest odnaleźć mój dawny optymizm. Im więcej smutnych i przykrych zdarzeń wokół, a perspektywa na przyszłość żadna, optymizm wysycha jak mój - tylko jak długo jeszcze mój - staw w lecie.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz