Wczoraj przed moimi wędrówkami po nadwiślańskich chaszczach wpadłam na krótko do Młocińskiego ogródka. Cisza tam, ani żywej duszy. Wiadomo! Niedziela Wielkanocna znaczy rodzina przy stole. A ja sprawdziłam stan mojego clematisa, ucieszyłam się z forsycji bliskiej kwitnienia, nie ucieszyłam z rozmiarów i byle jakości moich krokusów, popatrzyłam i poszłam nad Wisłę.
Trzcinnik wielkanocnie zielony ;-)
Głogownik nadmarznięty, ale nic mu nie będzie. Przywykł.
Dzisiaj też tam będę, pogrzać się w słońcu i nacieszyć moja prywatną wiosną. Dobrze jest mieć takie ogrodowe miejsce.





