To prawda niestety moje ogrody i działki albo mi się śnią, albo nie dają zasnąć. Czasem zmęczona niezmiernie idę spać, ale zaraz pojawia się pierwsza myśl... a może by tak wykopać i przesadzić... a może jednak dam radę przekopać i uformować inaczej ten pagórek w Borkowie... i tak godziny mijają, a ja budzę się rano ledwie przytomna.
A tu wkoło o obchodach 4 czerwca, o tych niezwykle ważnych wizytach i taka refleksja - 12 lat temu byłabym w ogniu tego obstrzału, byłabym odpowiedzialna za jakiś ważny fragment tej koronkowej całości przygotowań, byłabym blisko powstawania naszej historii, tak jak już przez wiele lat byłam. A jednak mi nie żal, że już nie jestem. To była niezwykła praca, to były niezwykłe doświadczenia, ale stres i poczucie odpowiedzialności jest tak wielkie, że ja już wolę kopać moje hałdy.
Widać jest czas by dać z siebie wszystko w każdym wymiarze. I to warto mieć na uwadze.
A dzisiaj trochę powalczyłam z chwastami, ale wilgoć i zimno wygnało mnie do domu.
Ogród jest pod kontrolą i niech tak zostanie.
Mój pospolity świerk, gratisek mizerota nie przestaje mnie zadziwiać i bardzo go kocham, chociaż jest taki nieco 'pokręcony'
Po prostu kolory. Kocham ten widok.
Mój pospolity raz jeszcze
Przetacznik siwy - złe zdjęcie, ale że to prezent, to zostawiam. Basiu jest i kwitnie.
Scorodprasum po raz kolejny
Moja dziwna róża wśród Runianki









