Rowerem w słońcu przez zieloną stolicę, lekko pustawą, kilka godzin wśród moich roślin, a potem powrót przez nagle ludną i pełna spacerujących, jeżdżących na rowerach ludzi. Tłumy. Najfajniejsze są malutkie dzieci na ścieżkach rowerowych, a przejechanie obok nich to gorsze od rosyjskiej ruletki. Długie odcinki szłam dzisiaj obok roweru, ale po rozkopaniu mojej ukochanej trasy nad Wisłą, muszę jeździć przez Kępę Potocka, a to taki deptakowo-piknikowy rejon.
Przyrosty roślin są zdumiewające, na wszystkich roślinach pąki albo kwiaty, wszystkie trawy - poza Miłką - zielenią się, rosną i kwitną. Szczególnie czekam na kwitnienie Kosmatki śnieżnej, bo jeszcze nie kwitła, a inne już znam. Już są pierwsze białe kwiatuszki.
Trawnik, jak to na wiosnę zaatakowany przez chwastnicę jednostronną, szczególnie po koszeniu wygląda okropnie. Ale mam z nią doświadczenie i wiem, że z biegiem czasu będzie jej coraz mniej, tylko muszę niziutko kosić trawnik, a ona stopniowo zaniknie. Aż do następnego roku, bo nie jest wcale jednoroczna, jak czasem o niej piszą. No i trzeba ją stale wyrywać.
To białe na trawniku, to poszarpana chwastnica. Ogrodzenie powoli zarasta, dławisz pięknie się rozrasta, a Głogownik po zimie wbrew wszelkim przeciwnościom losu też pięknie i na czerwono odżywa.
Hortensja pnąca goni dławisza i ma już ponad metr wysokości.
Hortensja dębolistna jest po prostu niezwykle piękna. Jeszcze niewielka, ale to dopiero maj, ma tyle czasy do jesieni.
Dąbrówka pod irysami
Krwawnik Red Velvet rozrośnięty z dwóch małych sadzonek z ubiegłego roku.
Trzcinnik po przesadzeniu zachwyca zielonymi fontannami. Wreszcie ma dość miejsca. Clematis Paul Farges też zapowiada zieloną ekspansję.
Poza jedną różą nie straciłam w tym roku ani jednej rośliny, wszystkie wyglądają zdrowo i silnie, a lato zapowiada się jako zielony busz.










