Na żywo nie jest tak źle, ale na zdjęciach okropnie!
Szaro, pusto, tyle że wysprzątane.
Dwa wielkie wory nawianych śmieci zebrane i wywiezione, trawnik wygrabiony, co miało być przycięte, jest przycięte, ogródeczek zadbany, tylko efektów brak ;-))
No ale taka to pora roku, a ta dzisiejsza praca da efekty już wkrótce.
Dla kronikarskiej zasady jednak zdjęcia, chociaż naprawdę jest nieciekawie.
Jedynie zielona ściana ognika jest cudna. Zieleń runianki, niedźwiedzie futro w donicy, liście tulipanów i liliowców trochę ratują obrazek.
Tyle że czysto ;-)
A trzcinniki to za tydzień będą zielone wysoko.
Szarzało i zapomniałam zrobić zdjęcie różom, a te zielone, liściaste, aż jestem zdumiona.
I tak moja ogrodowa droga między Młocinami a Borkowem trwa. Tak jak wiele razy wspominałam, czasem jest mi ciężko mieć te dwa ogrody, ale nie ma wyjścia. Jestem do tych Młocińskich 185 metrów tak przywiązana, że nie wyobrażam sobie, by ich nie mieć. Poza tym może syn kiedyś wróci z tej Azji.





