W
środę pisałam o Borkowie w grudniu, dzisiaj piszę o Młocinach i tej
mojej kwadratowej, malutkiej przestrzeni, gdzie każda trawka jest moja,
bo przeze mnie posadzona. Lubię tam wpaść choćby na kilka minut, bo
pomimo pory roku, wszystko tak ładnie żyje.
Pograbiłam
jak zwykle liście, a zbierając liście z rabat odkryłam spore kiełki
krokusów. Dzisiaj ponad 10 stopni ciepła, rośliny chyba biorą to za
początek wiosny, w trawach nowe zielone pędy. A że w perspektywie
miesiąca zimy ani śladu, to może nic im się ni stanie.
Dzisiejsze widoczki
Róże nadal mają zielone listki
Trawy bez zmian i ogólnie dość zielono
Teraz
ogródki poczekają parę dni, w weekend pracuję, potem mam przedwigilijne
spotkanie z synem, a potem znowu będzie czas na wizytę na Młocinach.
Świąt w tym roku nie obchodzę. Bez Grina nie ma atmosfery ....








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz