Od ostatniego włamania, każdy wyjazd na Młociny to obawa i strach co tam zastanę. Ale też i w różnych momentach, kiedy pomyśle o moim ogródku stale wyobrażam sobie, co też złego znowu może się tam wydarzyć. Wyobraźnię ma ogromną, więc i strach jest straszny. Toteż pomimo nadal braku samochodu - ASO się nie wywiązało, nie ubezpieczyciel! - dojeżdżam 'zbiorkomem' - jak to nazywa mój syn - cierpiąc straszliwie, bo nie lubię być zbyt blisko ludzi, a zapach w tramwajach doprowadza mnie do tego, że czasem muszę wysiąść wcześniej.
Jeszcze parę dni i wracam do samochodu. A na Młocinach na szczęście spokój i uroda. Zimy ani śladu, wilgotność w sam raz, nie ma nic do roboty, poza popatrzeniem na roślinki i tzw, obchodem ogrodu.
Obeszłam, popatrzyłam, zebrałam suche listki, nacieszyłam się tym, że wszystko tak ładnie wygląda, no i tyle ...
Śliczne listki azalii japońskiej
Iwa w pączkach
Wilczomlecze kolorowe
I bezustannie śliczne trawy
Nie wiążę traw w tym roku, bo zima jest, taka jaka jest, a trawy wyglądają tak atrakcyjnie, że szkoda je ruszać. Oczywiście nie mam też żadnych zabezpieczeń, czy chochołów na roślinach, bo po pierwsze to dużo za wcześnie, a po drugie zrezygnowałam już dawno z roślin ginących w naszym klimacie. Nie warto.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz