czwartek, 14 czerwca 2018

Pod gruszą i o urodzaju


Grusza ma niewiele lat mniej niż ja. 

Ogród - ROD założony przez Hutę Warszawa dla jej pracowników - powstał w latach 60-tych. Wtedy też pewnie pierwszy właściciel działki posadził liczne drzewa owocowe, w tym gruszę. Z tamtych drzew pozostały jedynie 2 jabłonki, 2 wiśnie, 1 brzoskwinia, 3 morwy no i ta grusza.

Zwykle ta grusza to raczej problem, choruje, sypie liśćmi, nie owocuje. Jest, bo lubię te jej stare, pochylone konary, daje cień, jest niezwykle malownicza pomimo wad, jakie ma. W tym roku jak wszystko inne i grusza jest nietypowa. Nie choruje, pełna zdrowych zielonych liści i pełna owoców!

Ten konar zawieszony na drzwiami domku to mój ulubiony kawałek tego ogrodu. Stąd przecież nazwa bloga o ogródeczku na Młocinach.



Tak więc owocuje wszystko i to w ilości, która zdumiewa. Na jabłonkach, na morwach. Dla mnie to piękny widok tych przygiętych do ziemi pod ciężarem owoców konarów. 


Morwa to stołówka ptactwa wszelakiego, bo kto by to zbierał! Drzewa mają teraz 5-6 metrów wysokości, są piękne. Ja objadam się tymi czarnymi jagódkami z dolnych gałęzi, górne zostawiam srokom, wróblom i wszelkim innym ptakom, których codziennie jest tu setki. Robią straszny hałas, a śmietnik pod morwami jest trudny do opisania ;-)

Do tego to czarna morwa, wszystko jest brudne, hosty poplamione, trawnik za to chyba lubi ten rodzaj nawozu, bo pomimo cienia tu, pod morwami jest wyjatkowo ładny jak na nasze obecne warunki pogodowe. 


  No właśnie. Warunki pogodowe :-( 

Kiedy dzisiaj po 5 dniach przerwy dotarłam na Młociny zobaczyłam dość marny widok. Tuż przy wejściu rośnie rodgersja kasztanowcolistna. Zamiast cudnych, wielkich, wyprostowanych liści zobaczyłam  płaski, ale jeszcze zielony naleśnik. 

Ruszyłam do ratowania - podlewanie, podpory i kiedy odjeżdżałam rodgersja wyglądała tak. Widać nadpalenie liści.


Niektóre liście jeszcze nadal nie odzyskały sprężystości



Nie wyobrażam sobie mojej drewnianej ścieżki bez rodgersji ;-)


Lałam wodę cały dzień, ale widać, że ogród słabnie. Z każdym kolejnym dniem bez deszczu będzie coraz gorzej. Póki co jeszcze to wszystko jakoś wygląda i do tego kwitnie.







I w sumie jest zielono




Wczoraj Borków. Nadal koszę sama. Jak skończyłam kolejny kawałek nie miałam siły zrobić zdjęć :-(
Nie nocowałam, bo wiadomo Młociny. Jutro znowu Borków i koszenie. 

OMG CZEKAM NA WAKACJE!



6 komentarzy:

  1. Pracy mnóstwo ale owoce z "zaprzyjaźnionych" drzew smakują wyjątkowo. Jest taka książka - " Sekretne życie drzew" (Peter Wohlleben) - czytałaś może? Daje dużo do myślenia. Każdy owoc, każda chwila i rozmowa z drzewem nabiera innego wymiaru :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, czytałam, głęboka wiedza o tym, co dzieje się w naturze. Ja mam taką potrzebę zrozumieć wszystko po swojemu, przez lata pracy w ogrodzie uczę się i uczę i uczę ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Zrozumieć wszystko po swojemu" - bardzo mi się podoba.
    Magdalena :)

    OdpowiedzUsuń