Pracowałam w deszczu, ale że była to raczej mżawka, nie przerwałam porządków. Zbyt rzadko jestem na Młocinach, by byle deszczyk mnie wypłoszył ;-) Jabłka zebrane i oddane sąsiadowi, ogródeczek wygrabiony, bluszcze przycięte, wszystko pod kontrolą. Widoki bardzo jesienne jednak.
To ulubiony zakątek mojego syna, kiedy w ubiegłym roku spędzał tu jesień. Teraz jest daleko i nie wiem kiedy go zobaczę. Kiedy patrzę na to miejsce, przypominam sobie jak z laptopem pracował pod morwami.
Zielona ściana dławisza i zarośnięta rabatka bluszczowa. Świetnie sobie razem dają radę. I dławisz i bluszcz to jednak ogrodowe bestie ;-) Ja tylko tnę bezustannie obie.
Bardzo zielono wreszcie
Rabata frontowa
Tardiva nadal kwitnie. Cudna odmiana hortensji. Planuję mieć ją w Borkowie.
Skalniaczek pod wyciętym drzewem jest niezniszczalny. Nic tu nie robię, a zawsze jest jakoś ;-)
Zzieleniały
Dobrze że sąsiad nie ma jabłonek. Mam komu oddawać to bogactwo.
Młociny dają mi spokój, a po ostatnich przeżyciach w Borkowie bardzo mi to potrzebne. Nie mam ochoty na razie w ogóle jechać do Borkowa. I tak pojadę. Robota czeka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz