środa, 27 lutego 2019

Pracowałam w ogrodzie!


Całe 4 godziny. To pierwszy raz w tym roku i od razu stwierdzam - jestem jak nowo narodzona :-)

Wczoraj miałam jakiś 'dołek', nawet konsultowałam z synem sprzedaż Młocin, ale po dzisiejszej wizycie wiem, że nigdy z ogródeczkiem nie zdołam się rozstać. Pomimo wysiłku jaki się z tym wiąże, by mieć dwa ogrody.  Póki mam siłę i zdrowie dopisuje, będą dwa ogrody i już!

A dzień jak wiosna w kwietniu. Grabiłam, czyściłam, cięłam.

Śmiecia nawiało sporo, liście róż opadły, niewycięte byliny czas najwyższy usunąć, trawy pociąć.  Nie dałam rady całości. Jutro dokończę, a w piątek zacznę porządki w Borkowie.

Krokusy są, chociaż ledwie co je widać. A berberys Juliany w tym roku cudnie zielony. Wcale nie przemarzł, a przecież było kilka niezłych uderzeń mrozu.



Martwiłam się też o te tulipany, co tak dziwnie wcześnie zaczęły. Jak widać nic im się nie stało.


Jak zwykle trzcinniki były szybsze ode mnie i znowu cięłam zielone. Ale już wiem, że to nie ma znaczenia. Nic tu więcej nie rośnie, bo jak te trzy kępy się rozrosną, to zajmą całą przestrzeń.



Zielone kły są wszędzie. Aż jestem zdziwiona, bo tych tulipanów to rok temu chyba nie było. Piwonia niezawodna. Może jednak nie wszystko ginie w tym ogrodzie, tylko muszę dostosować nasadzenia do warunków ;-) Nie da się przecież wbrew naturze, niby można, ale nie warto, moim zdaniem.


I na koniec moje ulubione kłębowisko - hortensje pnące, w tle berberysy i wiciokrzewy.


Jak ja lubię ten ogród :-)

Jutro ciąg dalszy.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz