Jak wiadomo - floksów czas!
Floksy to kwiaty mojego dzieciństwa, kiedyś ich nie lubiłam, a teraz uważam, że to wspaniałe uzupełnienie naturalistycznego ogrodu. W eleganckim, minimalistycznym pewnie nie będą pasowały, ale ja nigdy nie miałam skłonności do takich ogrodów. Nie mam też skłonności do ogrodów kwiatowych, ale co i raz robię jakieś wyjątki ;-) I to mi się podoba, że nie tkwię w głupim uporze, a po prostu daję sobie tyle wolności, ile mi tylko akurat przyjdzie do głowy.
Chociaż podobne nieco do floksa, ale to już Budleje
I znowu floksy, podobno rzadkie, bo krwisto czerwone.
Coraz ich mniej, ale jeszcze kwitną. Przyznam jedynie, że coś się im pomieszało z kolorami, żaden nie wyglądał, tak jak w ubiegłym roku. To miał być Orchid Candy, ale wcale tak nie wygląda.
A rower sobie czeka.
Rowerem trasa prowadzi pod mostem Północnym ;-)
Ścieżka prawie gotowa, jeszcze są małe objazdy, takie jak ten, ale od działki do Mostu Gdańskiego jadę bezkolizyjnie cudną nowa ścieżką z czegoś czarnego. Nie jest to chyba asfalt, ale jest równo, szeroko, i sprężyście.
To trasa nad Wisłą, moja ulubiona, z której nie mogłam długo korzystać, bo były te prace budowlane. Wreszcie mogę omijać Kępę Potocka szerokim łukiem. Nienawidzę trasy przez Kępę, ciasno, mnóstwo ludzi, dzieci na rowerkach, ścieżka w fatalnym stanie.
No ale teraz wreszcie mam naprawdę ochotę rowerem na działkę jechać. Teraz, tą nową trasa to czysta przyjemność.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz