Muszę teraz dzielić czas na dwie działki i pracę. Na szczęście wygląda na to, że kolizji nie będzie.
Młocińskie 185 metrów to już właściwie rośnie samo, praca jest tylko 2,5 dnia, Borków na razie to wstępne przygotowania do kopania stawu i dopiero potem stawiania ogrodzenia. Jutro jadę tam zrobić sobie wstępny zarys rozplanowania działki, wstępnie rozeznać jak, za ile, kiedy kopię staw, a i tak pewnie wiele razy się to zmieni. Ale od czegoś zacząć trzeba.
Tak czy inaczej, na tę chwilę w planie na ten rok jest staw z roślinami i ogrodzenie.
Oczywiście jeszcze jakieś porządki. Jutro mam zamiar podjąć próbę okiełznania strumyka. Jutro zatem napiszę jak wyglądała konfrontacja planów z rzeczywistością.
Dzisiaj natomiast robiłam sobie idyllicznie porządki na Młocinach. Idylliczne, bo cisza tam wielka, pustki, a świergot ptasi aż mi przeszkadzał, tyle tego ptasiego rozhoworu było.
Przeszkadza mi też susza. Nie lubię patrzeć na tę zszarzałą, niemal spiaszczoną ziemię na moich rabatkach. Podlewałam, ale wiadomo, bez deszczu ta ziemia nie będzie taka jak być powinna.
Inna sprawa, że trochę wody i cudne słońce, a moje krokusy urosły w jeden dzień całkiem duże
No i jeszcze poprawka, to są krokusy botaniczne, one nigdy nie sa zbyt wielkie, ale powinny mieć 15 cm, na razie maja 7 cm.
A tu moja łączka szafirków. Jeszcze nie kwitną, ale zielenią się ślicznie pod jabłonką
Posadziłam też cebule Krokosmii. Uważam ją za niezwykle dekoracyjny kwiat. Oby Lucifer się sprawdził.
Moja Runianka japońska po zimie w super kondycji, kwitnąć zaczyna.
Jeszcze tylko mój Fire Chief - chyba po zimie żurawki nigdy dotąd nie były w tak dobrym stanie.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz