Czas na nie najwyższy.
Zainteresowanych odsyłam do mojego zielonego bloga, bo tam piszę takie czysto ogrodowe opowieści. A że mam ciekawe z paciorecznikami doświadczenia, to się dzielę ;-)
Tutaj, na zachętę zdjęcia moich kwitnących kann z ubiegłego roku.
Kiedy oglądam zdjęcia z lata ubiegłego roku, także z kolekcji w moim starym wątku Berberysy i liliowce pod stara gruszą, aż sama nie wierzę, że to moje własne dzieło.
Wiem, nieładnie chwalić się własną pracą, ale po prostu podoba mi się ten mój malutki ogródek tworzony od zera własnymi rękoma, bez niczyjej pomocy, poza oczywiście wiedzą czerpaną zewsząd, od wszystkich w tym z kolejnych forów, na których rezydowałam. Dziękuję za to Wszystkim, tym co mnie lubili, i tym dla których byłam niezrozumiałym potworem. Wiem, mam trudny charakter, straszliwie zagmatwaną osobowość, trzeba wielkiego serca i rozumu, by dać sobie ze mną radę.
Na szczęście jest sporo takich osób, które potrafią dostrzec więcej. Im za to zaczynając 65 rok życia dziękuję :-)
Na szczęście jest sporo takich osób, które potrafią dostrzec więcej. Im za to zaczynając 65 rok życia dziękuję :-)
A wracając do wiedzy, teraz trochę próbuję dzielić się tym, czego się już nauczyłam, co się sprawdziło w mojej własnej pracy. Doświadczenie, własne błędy to bezcenne źródło w dochodzeniu do każdej prawdy. Także tej ogrodowej, że o ludziach nie wspomnę.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz