czwartek, 26 lipca 2018

Gołąb


Mimo woli jest dzisiaj moim bohaterem.

Zastałam go w rabatkach. 



Siedział, potem biegał wystraszony, starał się podfruwać, ale chyba coś stało się z jego skrzydłem. Nad nim latał drugi, jakby go chroniąc. Wycofałam się, starałam się pokazać im, że nie jestem zagrożeniem. Postawiłam blisko poidełka, ten chory zaraz podszedł i napił się wody. I tak sobie siedział, to tu, to tam, powoli coraz mniej reagował na moją obecność. 





Zauważyłam, że oba mają obrączki na łapkach. Niedaleko mnie mieszka hodowca gołębi pocztowych. Planowałam poprosić go o pomoc, jak się pojawi. 

Dzień mijał na pracach ogrodowych, a gołąb był mi dzisiaj towarzyszem. To nawet była dobra odmiana, bo niestety zmiany w moim prywatnym świecie nieco utrudniają mi radość z obcowania z naturą na dotychczasowym poziomie. Daję radę oczywiście, bo taka już jestem z natury, że łatwo się nie poddaję.

Czasem tylko trochę się boję, czy mamy limit tej odporności?

Gołąb był mi dzisiaj odpowiedzią. Kiedy zbierałam rzeczy do wyjazdu i otworzyłam ogrodową furtę, ten sobie po prostu poszedł, jakby wiedział, dokąd idzie. Ja też przecież wiem :-)


A ogród? Tło tych wydarzeń ;-)))

Skoszony, nawodniony, kochany.





Pa, pa :-) 

Od jutra Borków na kilka dni.


2 komentarze:

  1. Pomyślności! - by wszystko się poukładało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie poukłada się, tylko ja przywyknę do kolejnego życiowego ciosu. Mam w tym wprawę ;-)
      No i mam moje ogrody!

      Usuń