Mimo woli jest dzisiaj moim bohaterem.
Zastałam go w rabatkach.
Siedział, potem biegał wystraszony, starał się podfruwać, ale chyba coś stało się z jego skrzydłem. Nad nim latał drugi, jakby go chroniąc. Wycofałam się, starałam się pokazać im, że nie jestem zagrożeniem. Postawiłam blisko poidełka, ten chory zaraz podszedł i napił się wody. I tak sobie siedział, to tu, to tam, powoli coraz mniej reagował na moją obecność.
Zauważyłam, że oba mają obrączki na łapkach. Niedaleko mnie mieszka hodowca gołębi pocztowych. Planowałam poprosić go o pomoc, jak się pojawi.
Dzień mijał na pracach ogrodowych, a gołąb był mi dzisiaj towarzyszem. To nawet była dobra odmiana, bo niestety zmiany w moim prywatnym świecie nieco utrudniają mi radość z obcowania z naturą na dotychczasowym poziomie. Daję radę oczywiście, bo taka już jestem z natury, że łatwo się nie poddaję.
Czasem tylko trochę się boję, czy mamy limit tej odporności?
Gołąb był mi dzisiaj odpowiedzią. Kiedy zbierałam rzeczy do wyjazdu i otworzyłam ogrodową furtę, ten sobie po prostu poszedł, jakby wiedział, dokąd idzie. Ja też przecież wiem :-)
A ogród? Tło tych wydarzeń ;-)))
Skoszony, nawodniony, kochany.
Pa, pa :-)
Od jutra Borków na kilka dni.
Pomyślności! - by wszystko się poukładało :)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Nie poukłada się, tylko ja przywyknę do kolejnego życiowego ciosu. Mam w tym wprawę ;-)
UsuńNo i mam moje ogrody!