Niezwykły listopadowy dzień. Może nie tak ciepło, jak się tego spodziewałam, ale za to ile światła, słońca. Od razu nawet te puste jesienne rabaty wyglądają ładniej. I nadal jest sporo kolorów, nawet trawnik nie jest w takim złym stanie. Wygrabiłam znowu mnóstwo sianka - to częste jesienne grabienie jest moim zdaniem cenniejsze niż jakakolwiek wertykulacja. Przed zima oczyszczenie trawnika z martwego 'podszerstka' (kto miał sznaucera, to wie o czym piszę ;-) daje mu szanse na oddychanie zimą.
Listopadowe kolory
Clematis 'goreje' ;-)
Ze świerkiem i ognikiem złoto-zielono
Głogownik z trudem, ale żyje. Niestety, to nie jest roślina na nasze mrozy.
Trawnik. Różnie w różnych częściach ogródeczka.
Dębolistna w tym roku trwa długo.
I dla odmiany szary akcent ;-)
A róża ? Też trwa ;-)
Piękny dzień, balsam na moje ostatnie smuteczki, bo życie jak wiadomo przynosi rozmaite wydarzenia, toczy się czasem nieoczekiwanie, ale przecież wiadomo, potem wracają dobre dni...
Trzeba umieć przetrwać te złe.
Bardzo przyjemny post ze wspaniałym zakończeniem. Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam serdecznie, Aga. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Za wizytę i komentarz. A zakończenie - ja z natury mam wewnętrzny nakaz optymizmu, zbyt wiele piękna wokół.
Usuń