Śpiewała dawno temu Barbara Krafftówna we wspaniałym gatunku czarnego humoru, który od czasu Zembatego jakby zanikł. Wykonanie było charakterystyczne i dla artystki i dla kabaretowego stylu lat 60-tych, śpiewanej poezji szczególnie z Kabaretu Starszych Panów.
Przypomniałam sobie dzisiaj ten przewrotny tekst, patrząc na opuszczone działki sąsiadów, którzy jeden po drugim odeszli na zawsze w ciągu paru miesięcy tego roku. Te opuszczone, dziczejące ogródki to bardzo smutny widok, bo są jak memento, że na nic nasze trudy za życia, wszystko i tak zmarnieje.
A do tego aura szara, ogrody puste, widok więc też dość ponury.
Na szczęście nieco lepiej jest z tej strony
Wiadomo, iglaczki i trawy ozdobne ratują wygląd ogrodu w zimie.
A z bliska widać, że jednak pełno tu życia. Pąki na rokitnikach i forsycji
już zapowiadają wiosenną zieleń. A berberysy zimozielone wypełniają kolorem rabaty
Zimno jednak i poza kolejnym grabieniem liści, wiele do zrobienia nie ma, a ogród to już nie jest miejsce do dłuższego pobytu. Pochowałam rozmaite sprzęty, wywiozłam kosiarkę i piłę, koniec sezonu nastąpił nieuchronnie.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz