środa, 23 marca 2016

Rośliny przyjechały!

Są nowe rośliny.

Jak zwykle we wspaniałej kondycji, dorodne i pełne życia. Nawóz i folder o roślinach w prezencie.







Rozpakowałam pudło, wierzba zostaje w domu na tarasie, poczeka na wyjazd do Borkowa, a z pozostałymi jadę na Młociny.

 

środa, 16 marca 2016

Jaśminowce wykopane

Dzień wreszcie iście wiosenny, więc rzuciłam się w wir ogrodowych prac.

Pomalowałam zamontowane łuki na ogrodzeniu, przycięłam róże pnące, po raz kolejny wyczyściłam rabatki, usunęłam kamyki z rabatki z Rodgersją kasztanowcolistną, przesadziłam pierwiosnki, wreszcie wykopałam jaśminowce i przygotowałam do transportu do Borkowa.

Zanim jednak zabrałam się do tej harówki nacieszyłam oczy wiosną w moim wydaniu




Pąki są na wszystkich krzewach i drzewkach, więc już nie traciłam czasu na fotki tylko zabrałam do roboty.

Wszystkie inne prace to rutyna, ale wykopywanie jaśminowca trochę mnie niepokoiło. Wiosną 2012 roku posadziłam dwa patyczki. Widać je przed płotkiem i wtedy jeszcze betonowym słupem.


Dzisiaj po wykopaniu jednego, tak wyglądał drugi jaśminowiec.



A tutaj ten wykopany gotowy do podróży


Z drugim poszło łatwiej i oto pusta rabatka czeka na budleje i nie tylko. Budleje będą pod samym ogrodzeniem słupa, a przed nimi.... No właśnie, to nadal tylko plany. A po lewej nie ma już pnia, po którym wspinała się hortensja pnąca. Przepięłam ją na ogrodzenie i nowy łuk. Pień spróchniał i musiałam go usunąć. Teraz jeszcze usunę ten po lewej, posadzę morze roślin i będzie cud, miód ;-))))



Mam nadzieję, że jaśminowce przeżyją i w Borkowie będzie im dobrze na tyle, że wreszcie zaczną kwitnąć. Mam zamiar w ogóle ich nie ciąć, może w tedy mszyce sobie pójdą, bo one kochają młode przyrosty. Tutaj musiałam go ciąć z racji braku miejsca, w Borkowie niech hula ile chce.

A tu mój słup w obudowie i zarośnięty wciciokrzewem



Hortensja na ogrodzeniu


Rabatka po lewej bez kamyków, ale z wielkimi karpami Rodgersji, tylko jeszcze ich nie widać.


A po prawej, pod pęcherznicami kiełkuje wszystko ;-)

No jestem ledwie żywa, ale jak zwykle zrealizowałam plan. Taki pies na robotę już jestem ;-))

Jutro Borków i ciekawość - jak też wygląda staw?



wtorek, 15 marca 2016

Pierwsze zakupy

Stało się :-)
Wczorajszy śnieżny wieczór, kiedy za oknem zapanowała biała zima, chyba przyspieszył moją decyzję i dzisiaj rano wreszcie kupiłam pierwsze w tym roku rośliny. Od tygodni planuję zmiany na Młocinach, nowe rośliny, ale dotąd głównie wędrowałam wirtualnie po sklepach i ogrodach i ciągle wahałam się na co się zdecydować. I pewnie jeszcze długo będę się wahać i zmieniać decyzje, bo do obsadzenia mam sporo, ale pierwsze rośliny są.

Kupiłam kolejnego clematisa i budleje. Rośliny ze sklepu Clematisy Państwa Wędrowskich, bo to bardzo sprawdzone miejsce na zakupy. Mam od nich clematisy Paul Farges i Polish Spirit - oba wyjątkowo udane, Wiciokrzew zaostrzony - niesamowite pnącze, które zarosło mi ohydny słup, dławisze, które całkowicie odgrodziły mnie od ścieżki rowerowej, jagodę kamczacką ładnie owocującą. Sadzonki silne, zdrowe, szybka wysyłka. Polecam sklep z czystym sumieniem.

A oto zdjęcia zakupionych roślin. Na razie ze strony hodowcy.

Clematis botaniczny Violet pink - szybko rośnie, nie wymaga cięcia.


Budleja Black Knight. Kupiłam dwie. Wyrzucam na wieś jaśminowca, bez końca zżeranego przez mszyce. Rośnie w centralnej części działki, nigdy nie zakwitł, zamiast ozdoby mam siedlisko czarnych stworów. Może w innych warunkach będzie inaczej. Dam mu szansę, a jak nie skończy w ognisku. Na jego miejscu będą budleje.


Budleje już mam, pięknie mi rosną, kwitną długo i jak wiadomo otaczają je motyle. Kupiłam odmianę Marbled White, ale budleja jest w kolorze wrzosów ;-). Chciałam białą, bo w planie była biała rabatka. Nie udało się. Budleja przesadzona obok Clematisa Polish Spirit wpisuje się w kolorystykę od fioletu do wrzosu.


Kupiłam też od dawna wymarzoną Wierzbę sachalińską, zwaną też smoczą. Nie dla Młocin oczywiście, bo tu by jej było za ciasno. Sekka pojedzie do Borkowa, nad staw. Tam nawet zalana wodą powinna mieć idealne warunki.

Zachwycają mnie te jej spłaszczone gałązki.

Śniegu już ani śladu, słońce wychodzi, tylko zimno okropnie. Jutro pojadę przygotować miejsca pod clematisy i budleje, wykopię jaśminowca, w czwartek zawiozę go do Borkowa. Rośliny będą pewnie w przyszłym tygodniu, bo wysyłka rozpoczyna się 21 marca, a jak nie to będą po świętach. Poczekam.

A tu ilustracje do wcześniejszych zakupów z tego sklepu. Pierwsze jagody kamczackie


Clematis Polish Spirit obsypany kwiatami. Odporna, niekłopotliwa odmiana. By pięknie kwitła musi być cięta na wiosnę, na początku marca najpóźniej, bo kwitnie na tegorocznych pędach.


Kwitnący Wiciokrzew


Biel Letniego Śniegu - Paul Farges w 3 lata po posadzeniu.



Pisałam o tym wiele razy - ten clematis wymaga cierpliwości. Pierwsze dwa lata efekty są mizerne, ale potem cieszy urodą, nie wymaga wiele, nie należy go ciąć, tylko wyczyścić na wiosnę z suchych badylków, przyciąć delikatnie dla uporządkowania. Kwitnie na pędach ubiegłorocznych. Tu leży na ogrodzeniu, ale w tym roku dostał nowe podpory, łuki przyspawane do słupków ogrodzenia, czyli dodatkowe piętro dla białych kwiatów.

Jak fajnie jest powspominać te letnie widoki!




czwartek, 10 marca 2016

Zmiany

Od paru tygodni planowałam nowe podpory dla clematisa Paul Farges, zwanego też Summer snow. To jest clematis, który wymaga cierpliwości. W pierwszych latach rośnie słabo, potem staje się bestią ;-). Rośnie jak szalony, kwitnie miesiącami i chociaż jego kwiaty są niewielkie, z powodu ich mnogości tworzy cudną białą kaskadę. Dotąd rósł na ogrodzeniu i uznałam, że dodatkowy szczebel w górę będzie dobrym pomysłem. Clematis będzie miał gdzie rosnąć, a efekt będzie jeszcze bardziej spektakularny.

Tym dodatkowym szczeblem miały być łuki nad ogrodzeniem. Zrobiłam tak już dla róż pnących na części ogrodzenia i bardzo się to rozwiązanie sprawdziło. Teraz kolejne trzy segmenty ogrodzenia miały dostać łuki. Kwestia zakupienia właściwych prętów i znalezienia właściwego spawacza.

Znalazłam i jedno i drugie, jak zwykle w internecie. Po pręty pojechałam do Huty, kiedyś Warszawa, obok mojego ogródka na Młocinach. Dzisiaj to Konsorcjum Stali ! Mają tam wszystko co ze stali, do tego sprzedają w detalu, przytną na wymiar, są mili, polecam jak ktoś szuka takich rzeczy ;-)

Jedynym problemem był transport, bo poprosiłam o pręty przycięte na 4 metry, żeby starczyło na właściwe łuki. Wiozłam to moim fordem, pręty wystawały na metr, oczywiście oznaczone, zabezpieczone, ale miałam duszę na ramieniu. Dowiozłam.

Pan Spawacz przyjechał terminowo i zaczęliśmy spawanie. Samochody, sprzęt, ale ruch w ogrodzie działkowym ;-)



I łuki są. Widać gęstwę clematisa, a tu już on wyskubany z suchych kawałków, oczyszczony. Tego clematisa nie tnie się wcale, jedynie czyści z wszystkiego co suche, z 'puchatków' po zimie. Te 'puchatki' to ozdoba całą zimę, a zostają po przekwitnięciu kwiatów.


Do tego jest tu też cudny krzew bzu. Nie ja go sadziłam, rośnie niemal w granicy ogrodzenia, teraz będzie mu łatwiej, bo clematis pójdzie sobie na łuki.




No i nie ma już płotków. Pusto na razie, krawędzie trawnika muszę nieco inaczej poprowadzić, dosadzić roślin, traw, ale to właśnie mnie cieszy.


I jeszcze muszę wyciąć ten pień. To była podpora pod clematisa, teraz clematis ma łuki, a pień i tak niemal całkiem spróchniały.

I znowu jestem nieżywa ze zmęczenia, ale jakie to ma znaczenie skoro tyle pracy zrobione.

Bardzo aktywny i pracowity tydzień. Jutro zatem domowy relaks, drobne domowe porządki, a że uwielbiam moje mieszkanie, lubię poświęcać mu czas tak samo jak moim działkom.

A w sobotę zaczynam jak zwykle pracujący weekend i to też jest powód do radości, bo to wszystko razem tworzy naprawdę niezwykle udaną całość.

Czasem - pomimo rozmaitych przeciwności losu - uważam się za niezwykle szczęśliwą osobę.


wtorek, 8 marca 2016

I znowu szukam wiosny

Ale przynajmniej u mnie raczej jej niewiele. Przyznam, że dzisiaj Młociny wyglądały szaro i brzydko, i pomimo oczywistych śladów życie, które starałam się uwiecznić na zdjęciach, ogród zrobił na mnie nieco przygnębiające wrażenie. Może to ten brak światła, może to ogólna szarość, bo zimno i jednak natura czeka.

Szukałam i coś tam zielonego znalazłam. Posadzone tydzień temu marketowe (2,99 sztuka) pierwiosnki mają się dobrze.



Czosnki giganty coraz większe. Nie wykopywałam ich. Postanowiłam sprawdzić, czy bez wykopywania cebulowe dają radę i ile przetrwa. 


Tu moja aleja drewniana i kiełkujące pod pęcherznicami wszystkie możliwe cebulowe

Krokusy bardzo powolne w tym roku



Jagoda kamczacka Wojtek jak zwykle pełna życia


Azalia też, co jednak nie zmienia wrażenia szarości i chciałoby się zobaczyć więcej. 


Zabrałam rozmaite sprzęty na jutro i od rana jadę czyścić staw. Dokupiłam rozmaite akcesoria - a to rękawice za łokieć, durszlak do makaronu - będzie za radą fachowców służył za sito do glonów - kij do do durszlaka i mam wrażenie, że jestem gotowa do walki ze stawem.

Relacja jutro w blogu o Borkowie. Zapraszam, bo chyba będzie zabawnie ;-)




piątek, 4 marca 2016

Młociny dzisiaj

Nie zaniedbuję Młocin. 

Wprawdzie Borków to nadal wielkie wyzwanie, a Młociny to relaks, to jednak staram się zachować równowagę w czasie, jaki poświęcam obu miejscom. 

Nie raz pisałam, że to trudne, bo lubię angażować się całkowicie i do skutku, ale akurat w przypadku działek czy ogrodów każdy sposób, by zachować umiar jest dobry. W ziemi i w zmaganiach z naturą nic nigdy nie jest zrobione do końca, ciągle można więcej, i więcej, i więcej... 

A skoro raz muszę porzucić Borków dla Młocin, a raz odwrotnie to właśnie pozwala na ostudzenie emocji i zapału. 

Dzisiaj stwierdziłam, że czas najwyższy na wycięcie traw. Dobra decyzja - okazało się że trzcinnik nie tylko ostro ruszył z wegetacją, to jeszcze stare pędy zaczęły lekko pleśnieć. Moja wina, bo znając te trawę, przecież powinnam pamiętać, jak wcześnie rusza z wegetacją. To jedna z tych najszybszych.  

Oto jaka zielone kępy trzcinnika po wyczyszczeniu


Wyskubałam kostrzewy, tych nigdy nie ścinam, bo nigdy nie ma takiej potrzeby.


To jest miejsce, gdzie planuję spore zmiany. Po pierwsze wycinam pień drzewa. Do tej pory służyło jako podpora pod Summer Snow, ale jest to Clematis burza i wymaga lepszych podpór. Będą dodatkowe łuki na ogrodzeniu.


Koniec też z płotkami. Inaczej obsadzę rabaty, będzie inny widok na nie, bo te płotki, choć malownicze, jednak ograniczają sposób prowadzenia rabat. Poza tym mam już ich dosyć ;-)

Wszystkie trawy podcięte, rozwiązane, wyskubane. 




Posadziłam marketowe pierwiosnki, przycięłam lawendę


A tu ubiorek z patykami hortensji. Wkrótce zakwitnie na biało.

  
A dzień dzisiaj to całkowite przeciwieństwo tego z wczoraj. Zimno, wilgotno, czarne chmury nisko nad głową. Tym bardziej się cieszę, że dałam radę i zrobiłam porządki. Trawy bardzo potrzebowały wyczyszczenia, trawnik wygrabienia, a weekend ma być ciepły.

Działka gotowa na wiosnę, a ja na pracowity weekend na uczelni i moje kolejne, tym razem 66. urodziny. Fajna data. Ciekawa jestem, czy Google tak jak rok temu złoży mi życzenia. Na wiele więcej nie liczę;-))))