piątek, 22 listopada 2013

Planowanie ogrodu

Czas wrócić po tych paru dygresjach do ROD-owej posiadłości na Młocinach.
Jest tam już altanka, ścieżka, parę innych elementów ogrodowej infrastruktury, rośnie trawa, tylko z roślinami kiepsko. Nie mając bowiem zielonego pojęcia o planowaniu zielonego, wyobrażałam sobie, ot jadę do centrum ogrodniczego, kupuję co mi się spodoba, sadzę i jest ogród. Z takim podejściem to ja miałam - jak kiedyś bardzo złośliwie napisał pewien forumowicz (ach, te kochane fora!) - działeczkę z nasadzeniami.

I tak rzeczywiście było. Był trawnik, z którego tu i owdzie sterczały pojedyncze krzaczki.


A za ogrodzeniem trwała budowa mostu północnego. Piękne sąsiedztwo! Do tego, ten zachwycający widok już wkrótce miał wzbogacić cudnie zielony ekran akustyczny, współczesna obsesja budowniczych dróg i mostów. Tak było już w grudniu 2011 roku. Wzdłuż ślicznego ekranu biegnie ścieżka rowerowa, którą jak się miałam przekonać w następnych latach, z rzadka przejeżdżał ktokolwiek, panowała cisza (mostem też mało kto jeździł) i spokój.


Jak widać na poprzednim zdjęciu z września 2011 roku jest trawnik, pod ogrodzeniem rudbekie, dławisze i ogniki. Na środku krzewuszki, wzdłuż jeszcze betonowej ścieżki pigwa i azalia japońska.

W kolejnym sezonie ogrodowym niestety kontynuowałam podobne działania. Spontaniczne zakupy roślin, żadnego przemyślanego planu, sadzenie w trawie, przesadzanie, a efekty mizerne.

Oczywiście cieszyły oczy nowe drewniane elementy


i pierwsze kwiatki



Wszystko też rosło. I to co posadziłam, i to co w ziemi było, a zostało pomimo przekopania, zrycia całej działki na samym początku. Jak utrapienie wyrastały ciągle w trawniku truskawki, chwasty rozmaite, ale trawa powoli wypierała te paskudy, a i moje regularne wyrywanie pomagało. Nie stosowałam żadnych środków chwastobójczych, bo od początku postanowiłam, że będzie to ogród naturalny, może nie ekologiczny, bo nie lubię tego słowa, ale w zgodzie z naturą, która z moją oczywiście pomocą, miała dawać sobie radę sama.

Próba stworzenia rabaty


Dzisiaj ten widok mnie jedynie śmieszy!
I tak było do końca sezonu 2012. Powstawały kolejne "rabaty",


 przybywało roślin


zieleniło się wszystko pięknie


ale nadal była to jedynie "działeczka z nasadzeniami". Z końcem września zaczęłam kombinować nieco inaczej,


ale nadal jakże smętne to były efekty. Gruntowne przeobrażenie koncepcji jaki to ma być ogród, nastąpiło w kwietniu 2013 roku, kiedy trafiłam na kolejne forum ogrodnicze. Godzinami siedziałam przed komputerem i oglądałam setki zdjęć bajecznych ogrodów, które stopniowo zapadały mi coraz głębiej w umysł i serce. Podjęłam nierówną walkę z ideałem ogrodu. Ale o tym, to już opowiem w kolejnych odcinkach.



2 komentarze:

  1. Pozdrawiam i łezka mi spływa po policzku .Barbara L...k.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, witaj u mnie. Cieszę się bardzo, że zajrzałaś i za komentarz. Wracaj, proszę i czytaj dalej :-)

      Usuń