Od środy nie byłam na Młocinach. Czwartek i piątek intensywna egzystencja w Borkowie, dzisiaj od rana w pracy, lodówka pusta, więc w planie zakupy po pracy, ale tak silnie potrzebowałam zobaczyć moje rośliny, że nie zważając na nic pojechałam do mojego ogrodu.
Ten widok od razu wynagrodził mi brak jedzenia od 12 godzin i ogólne zmęczenie po ostatnich wyczynach na wsi.
Tak wygląda połowa mojego ogrodzenia. Paul Farges po dwóch latach pokazuje na co go stać.
Pień śliwy, który dla niego zostawiłam zaczyna spełniać swoją rolę i nie mam wątpliwości, że do końca lata zniknie pod tym clematisowym gąszczem. Tu UWAGA - nie należy się zniechęcać do tego clematisa. Pierwsze dwa lata niemal go nie widać, ale w trzecim roku pokazuje co potrafi.
Jeszcze nie jest obsypany całkiem tym białym kwieciem, ale Summer Snow to zasłużona nazwa. Do tego w tym roku, te jego białe kwiaty są dużo większe, jak zresztą wszystko w moim ogrodzie. Nie mogę uwierzyć czasem, że mi się to udało.
Zaraz za progiem kolejny clematis pokazał pierwszy kwiat, też znacznie większy niż w ubiegłym roku.
Pergola zniknęła pod zielonym gąszczem Polish Spirit, a ja czekam na kolejne fiolety, których sądząc po pąkach będzie dla odmiany fioletowy gąszcz.
Zanim jednak doszłam do tego clematisa mogłam też nacieszyć się kwiatami Hortensji pnącej na ogrodzeniu z jednej strony i lawendą pod różami, z drugiej.
A zaraz za furtka Rodgersja cudnie okazała i kwitnąca i Stella d'Oro
Wiciokrzew zaostrzony też nie próżnuje
Róża
Hosty, dwie z kilkunastu
A tu eksperyment! Trzcinnik ścięty tydzień temu, bo wyglądał paskudnie jednak odrasta. A miał iść na kompost ;-) Przy kamieniach powoli rozrasta się Rycynowiec, czyli Rącznik, wyhodowany z nasionka oczywiście. Jeden z trzech,
Zdjęcia robione dzisiaj zwykłą komórką, nawet nie smartfonem, bo smartfon leży nieużywany. Ekran dotykowy to dla mnie koszmar, a do tego nie używam telefonu do niczego więcej, jak rozmowy i sms-y. Zdjęcia robię Finepixem, po co mi smartfon?












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz