wtorek, 5 sierpnia 2014

Update

Mniej piszę ostatnio, ale zawsze tak mam, kiedy nie do końca panuję nad sytuacją, kiedy nie wiem, co mam robić dalej. Bo mam wątpliwości jak dalej działać z Borkowem. Wprawdzie powinnam o tym pisać w blogu o Borkowie i jutro napiszę, ale przez tę moją wiejską 'posiadłość' prawie nie śpię ;-)

Nic to, jutro po powrocie z Borkowa napiszę o co chodzi, a teraz napiszę jedynie, że brak pisania nie oznacza braku działania. U mnie tak nie ma.

Działam jednakże głównie na Młocinach, jestem tam niemal codziennie, tylko jak tu opisywać fakt rozsypywania kompostu na rabatach! Toteż nie piszę także z tego powodu. Ogrody osiągają na tym etapie roku rodzaj stabilizacji. Niewiele się tam dzieje poza dojrzewaniem owoców wszelakich, przekwitaniem i odchodzeniem bylin letnich, chociaż te po wycięciu znowu powracają.

Poza tym opadające liście i owoce, głównie te gnijące, to konieczność codziennych ogrodowych porządków. No pisać o tym przecie nie będę !
Napiszę jedynie, że dzisiaj - po załatwieniu bieżących spraw - pojechałam na Młociny właśnie wyłącznie po to, by ogród nie stał zaśmiecony. No i zebrałam trzy wiadra liści i zgniłych jabłek. Inna sprawa, że też od razu - jak zwykle gdy przekraczam tę magiczna furteczkę na Młocinach - poziom optymizmu, którego i tak mi nie brakuję, skoczył o jakieś 300%. Tak mnie cieszy to miejsce.

Zmian niewiele poza niespodzianką i nowym kwiatem róży.


To taki mały krzaczek posadzony rok temu. Były dwa, jeden po zimie padł, drugi chorował i wyglądał kiepsko, ale nawożony jak widać nadal żyje.


Krokosmie nadal czerwienieją


No i floksy są


Jest też wianek, do którego codziennie dokładam jakieś suszki.


A jutro sądny dzień. Kto ciekaw niech czyta w blogu o Borkowie :-(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz