Obrodziło niezwykle jabłkami w tym roku.
Obfitość jest tak wielka, że konary jabłonek pod ciężarem owoców niemal łączą się z ziemią.
Te ociężałe konary nasunęły nawet pewnej Pani krytyk artystycznej z wątpliwym doktoratem równie wątpliwe porównanie - w 1939 też był taki urodzaj na jabłka - no to ma być wojna. Wojna? W Europie? Kto z kim?
Wojna, wojna, byle moja wieś spokojna - parafrazując Wyspiańskiego. A że Wesele to mój ulubiony dramat, to jeszcze bym chciała dożyć dnia gdy Panu Jarosławowi każdy będzie mógł zaśpiewać - ostał Ci się ino sznur ...
Znowu mi się wstęp rozbudował, ale skoro mój syn wybiera emigrację, bo mu neofaszystowska ojczyzna niemiła, to jednak to boli. Bo długo czekałam na te wspaniałe lata nowego tysiąclecia, które teraz zdaje się odchodzić do przeszłości. A jak by ktoś miał wątpliwości co się dzieje, to polecam news o znaku Polski Walczącej na kijach bejsbolowych.
Ale miało być o jabłkach, więc będzie. Na razie kosze jabłek spadających
Ale za miesiąc zaczną się wielkie zbiory
Nawet moja grusza, która z trudem owocowała z racji wieku i chorób, w tym roku jest obwieszona owocami, a śladu po chorobach nawet nie ma.
Winogrona natomiast jak zwykle, ale mam wrażenie, że jest ich znacznie mniej w tym roku.
Czeka mnie pracowita jesień.
Dla rozrywki dodam na zakończenie samochód, który zobaczyłam w drodze do domu. Zwykle te 'specjalne' tablice mnie nieco irytują. Ta mnie jednak rozbawiła. Spory dystans do siebie musi mieć ten właściciel samochodu i nie ma znaczenia fakt, że jest to akurat lexus.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz