wtorek, 6 grudnia 2016

Grudniowo na Młocinach


Po 8 dniach pracy w pracy - bez przerwy - dzisiaj święto i wizyta w moim ukochanym ogródeczku. Nikt mi nie kazał tyle pracować ;-), to ja nie widziałam innego wyjścia, bo jak się czegoś podejmuję, to doprowadzam do końca. Wprawdzie do końca daleko, ale - jak słyszę  wokół - światełko w tunelu widać. Oby mieli rację!

Ogródeczek - ile to miejsce dla mnie znaczy przekonuję się za każdym razem, kiedy wychodząc zza zakrętu ogrodowej alejki, wreszcie widzę te moje 185 metrów. Po pierwsze ulga, że wszystko na miejscu, po drugie radość, że tak ładnie - może nie zawsze, ale dla mnie zawsze - po trzecie gdzieś oddala się cały świat z jego ciężarem i całym złem.

Nie wiem, jakim cudem trafiłam wtedy w lipcu 2011 roku na to miejsce. Nie wiem też, jak wyglądałoby dzisiaj moje życie, gdybym tego miejsca nie miała, bo nadało inny bieg, inne znaczenie wszystkiemu. A przecież to tylko 185 metrów ziemi ;-) Borków to też pokłosie Młocin, bo bez odnalezienia tej radości z uprawiania ogrodu pewnie bym nie podjęła takiego wyzwania. A tak jest i Borków, a jutro znowu tam będę. 

A na miejscu zima i pustka. Ogrody śpią, ani żywej duszy wokoło. Kilka zdjęć by jak zawsze udokumentować kolejny dzień, ale i pokazać, co w moim odbiorze jest ładne. 

Ubiorek śnieg i hortensje


Trzcinnik


Berberys Juliany


 

Róże 


Iglaczki w śniegu


A na koniec podparta Iwa. Kiedy przyjechałam, zobaczyłam Iwę zgiętą do ziemi, z korona tej jej masy gałązek zakrytą mokrym śniegiem. Na szczęście pień nie złamał się, a jedynie wygiął. Teraz podparta - palik za krótki, ale innego akurat nie miałam - znowu stoi.


 
Zmarzłam, dzień szary ale radosny, bo wszystko jest na swoim miejscu nie tylko w ogródeczku :-)

piątek, 2 grudnia 2016

Lato 2016


Kiedy zima, zimno i śnieg wracam do mojego ogródeczka przeglądając, miesiąc za miesiącem, jak to tego lata było. Dobrze jest tak powspominać, ze zdumieniem odkryć, jak było kolorowo, ile jednak kwitło, owocowało, zieleniło się i powoli brązowiało i złociło się na koniec. 

Czerwiec










Lipiec














Sierpień














Wrzesień





Lato 2015 też podsumowałam zdjęciowo. Dla porównania zapraszam na moje Wspomnienie lata , jakie zapisałam w listopadzie w ubiegłym roku.

piątek, 25 listopada 2016

Wilgotne zimno we mgle

Mgła jak w Londynie w latach 50-tych, a wiadomo, że był to smog. Jestem na bieżąco, bo oglądam Netflixowy serial The Crown.  Absolutely fabulous - nie mylić z serią o tym tytule ;-) Obejrzałam 6 odcinków i jestem pod wrażeniem doskonałości aktorskiej, niezwykle ciekawego pokazania monarchii, jej roli i znaczenia w społeczeństwie brytyjskim, przy zachowaniu lekkości i atrakcyjności kolejnych odcinków.

Może to z powodu tej mgły tak mi się dzisiaj dobrze pracowało na Młocinach. Było przenikliwie zimno, mokro, szaro, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Może to też kwestia tego, że miałam świadomość, jak pilnie muszę uporządkować moje tuje. Może tuja nie jest uważana za pożądany element ogrodu - co nie do końca jest słuszne, bo wszystko to kwestia proporcji i  planu ogrodu - ale skoro je mam, jako bardzo udany kawałek żywopłotu, to musi być zadbana.

A to oznacza 'wytrzepanie' drzewek z takich dodatków:




Wbrew temu co widać na zdjęciach tuje są w pełni zdrowe, a te suche gałązki to jedynie naturalna kolej rzeczy - w środku krzewu, gdzie nie dochodzi dość światła część gałązek zamiera. Systematyczne usuwanie tego suszu jest konieczne i uchroni tuje przed chorobami. Zebrałam z moich 8 tujek kilka wiaderek tego suszu


ale potem było tak


Kolejna praca to było wycięcie - niestety :-( - zagęszczonych rokitników. Rokitniki to piękne krzewy, ale na wielkie ogrody. Ja posadziłam 5 na tych moich 185 metrach, w dodatku niemal jeden przy drugim. No ale to było 5 lat temu, kiedy o ogrodach nie miałam bladego pojęcia. 

Teraz zostały dwa, a reszta tutaj :-(


Było mi żal, ale gęstwa była taka, że rokitniki zasychały i wcale nie wyglądały dobrze. Teraz jest puste miejsce na nowe rośliny. Po prawej śliwa, po lewej kaliny, z przodu śnieguliczki Hancock i Ruta! W tle działka sąsiadów z tradycyjnie pobielonymi pniami.


Jedyny trawiasty zakątek  z Trzcinnikami po stracie wszystkich innych traw


i bardzo smutny widok pergoli z clematisem Polish Spirit

smutny, bo taki jesienny, ale na wiosnę go zetnę i znowu zaszaleje...


Lubię ten ogrodowy cykl pór roku, jest w nim sens, który przypomina o zmianie, o tym ze w miejsce jednego przychodzi drugie i kolejne, i kolejne, że nic nie trwa wiecznie. 

I na szczęście!