Ciąg dalszy, bo w ostatnim wpisie zdołałam jedynie pokazać cząstkę tych moich drewnianych wyczynów ogrodowych, a o kamieniu nawet nie wspomniałam. Dla odmiany zacznę więc od kamieni, dlaczego i jak się tam znalazły.
Szukałam rozwiązania na betonową pozostałość po usuniętych resztkach oranżerii. Fundament tej budowli był na tyle solidny, że bez ciężkiego sprzętu nie było szansy by go usunąć. Poza tym blisko rosły te wieloletnie piękne winorośle, które na pewno uległo by zniszczeniu przy wyrywaniu betonu. Pozostało pogodzić się z tym ocembrowaniem, o tym:
Miało przynajmniej ładny kształt ośmiokąta. Początkowo chciałam wypełnić go przyciętymi podkładami kolejowymi, ale ostatecznie ich zapach i świadomość zawartej w nich chemii odwiodła mnie od tego planu. Pewne było jedno, że w tym miejscu stanie moja ogrodowa altanka. Trzeba było jedynie wypełnić czymś ten ośmiokąt.
Wybór padł właśnie na kamień. Otoczaki średniej frakcji, które na tony można kupić wszędzie. Znalazłam dostawcę ładnego, czystego kamienia i wkrótce przed furteczką mojego ogródka leżało 1,5 tony ślicznych białawych otoczaków.
No właśnie, przed furteczką! Wywrotka w żaden sposób nie mogła podjechać tak, by wysypać kamień w docelowe miejsce. Nie miałam wyboru, jak przesypać kamyki z jednej kupki na drugą. Poszukałam nawet pracowników, ale najpierw chcieli fortunę, a potem w ogóle nie przyszli. Dałam radę! Pod wieczór ośmiokąt był gotowy na przyjęcie altanki.
Powierzchnia w obrębie ośmiokąta została wyrównana, utwardzona i pokryta grubą folią, głownie by zapobiec wyrastaniu chwastów wśród kamykow, ale też by nie mieszały się z ziemią podczas deszczu.
.jpg)
.jpg)
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz