Nietrudno się domyślić, że moja emerycka wolność nagle uległa sporej transformacji. Od momentu przekroczenia furtki ogrodu podporządkowałam mu każdą wolną chwilę, każdą złotówkę poza tymi wydawanymi na strawę codzienną, a i tu wprowadzałam spore ograniczenia. Z korzyścią dla zdrowia i wyglądu.
I tak jest do dzisiaj, chociaż to już sporo ponad dwa lata. Ogród nie okazał się być na chwilę, ale stał się moją największą obecnie pasją, a myśl o powrocie do pracy była wręcz horrendalna, chociaż pojawiła się taka opcja.
Zmieniła się natomiast i to nie raz moja koncepcja jaki ten ogród ma być. To wprawdzie cudownie stać na tych niemal pustych, niemal 200 metrach działki i zaczynać tworzyć własny ogród. Tylko od czego zacząć? Jaki on ma być? Jedno co wiedziałam, to że na pewno nie będzie to minimalistyczny ogród z jednakowymi nasadzeniami, pod linijkę, czy wystrzyżonymi kulkami lub stożkami.
Marzyła mi się naturalistyczna, rustykalna w charakterze samotnia, w której schowana przed światem będę dbać o posadzone rośliny. Wiedziałam też, że będzie tam kamień i drewno. I jest. Drewno z odzysku, z palet budowlanych, drewno odpadowe z tartaków, pnie, konary, a wszystko zdobyte i obrobione własnymi rękoma. Od dzieciństwa kochałam narzędzia i majsterkowanie. Fascynowały mnie meble, ich konstrukcja, sposoby łączenia elementów drewnianych, jako mała dziewczynka raczej bawiłam się młotkiem i gwoździami, niż lalkami. Jednym z pierwszych zakupów była pilarka, dzięki której powstały w moim ogrodzie drewniane elementy całkowicie zmieniające to miejsce. Najbardziej chyba zmieniła je moja drewniana ścieżka.
Oto jej historia w obrazkach.
Myślę, że zdjęcia pokazują o co chodzi. Dodam, że drewno to nieokorowane oszasty kupione za grosze w tartaku. Pocięte na szerokość istniejącej betonowej ścieżki całkowicie ją zakryły. Drewno pokryte drewnochronem w ukochanym kolorze średniego palisandru, zostało przymocowane do legarów z palet budowlanych.
I ścieżka jest.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz