Od lipca 2011 roku niemal codziennie poświęcam kilka godzin by ze zdobytej działki, chaszczy i ugoru powstał mój wymarzony ogród. Jest to o tyle trudne, że kiedy zaczynałam moją ogrodową przygodę, nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia, ani też pomysłu jaki ten ogród ma być. Miałam jedynie wielki zapał, równie wielką chęć by się uczyć, zdobywać wiedzę o każdej roślinie, o tym jak postępować przy sadzeniu, jak dbać by każdy posadzony krzew, pnącze czy bylina rosły i piękniały.
Co mi się udało? No właśnie!
Niewątpliwie mam ogród, ale na pewno daleko mu do stanu, w którym będę mogła uznać, że jestem usatysfakcjonowana. Skończony to on nigdy nie będzie, bo już widzę, jak moje oczekiwania ewoluują, jak nowe pomysły zmieniają pierwotną koncepcję, potem następną, i następną, i tak pewnie będzie jeszcze długo.
A tak wygląda ten mój kawałek zieleni obecnie, chociaż zdjęcie pokazuje jedynie mały fragment.
Tak czy inaczej, mam zamiar poopisywać te moje zmagania, pokazać na zdjęciach jak to było, jak jest, podzielić się już zdobytym doświadczeniem, zapisać dla siebie samej tę ogrodową historię ogrodu pod gruszą. Tytułową gruszą, drzewem starym, rozłożystym, którego pogięte konary niezwykle malowniczo nachylają się nad sporym kawałkiem całego ogrodu.
Tyle tytułem wstępu.
Myślę, że sprawa jasna - to będzie blog ogrodowy, ale nie ogrodniczy, bo pewnie jednak więcej będzie tu o mnie w ogrodzie, niż o fachowych kwestiach uprawy roślin. Pewnie będą też dygresje, bo jestem gadatliwa, mam ogromne zasoby energii i w sumie, to mam bardzo ciekawe życie.
Myślę, że sprawa jasna - to będzie blog ogrodowy, ale nie ogrodniczy, bo pewnie jednak więcej będzie tu o mnie w ogrodzie, niż o fachowych kwestiach uprawy roślin. Pewnie będą też dygresje, bo jestem gadatliwa, mam ogromne zasoby energii i w sumie, to mam bardzo ciekawe życie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz