Po
tych straszliwie intensywnych dniach w Borkowie miałam spore wyrzuty
sumienia, bo podlać ogród na Młocinach pojechałam dopiero wczoraj. Po dwóch dniach bez
wody, w tym afrykańskim upale, mój ogród o dziwo wcale nie straszył. Podlałam go bardzo
intensywnie w poniedziałek wieczorem i te kolejne dwa dni dał radę bez problemu. Wczoraj podlewałam o 22.00!
Dzisiaj
w porównaniu do harówki w Borkowie to pełny relaks. Chwasty,
czyszczenie rabatek, podlewanie, czysta rozpusta, bo i siedzenie na
leżaczku było. Jednak dałam sobie w kość przez te trzy dni.
A tu na Młocinach odpoczynek wśród zieleni i podziwianie moich własnych roślinek, wyhodowanych od zera.
Luteus kwitnie
Luteus kwitnie
Mój pierwszy Czosnek. To Scorodoprasum
Mam też rozmaite niskie, ale wcale ich nie polecam. Brzydkie liście, a kwiaty niepozorne i nieciekawe.
Ostróżka jak świeca zaraz rozwinie swoje białe kielichy
Hosty cudowne wśród Bodziszków
Rh już przekwita
Hortensja Dębolistna
Domek powoli zarasta
I pierwszy w tym roku liliowiec, Stella d'Oro. Co ciekawe, w ubiegłym roku ten zakwitł najpóźniej. A teraz na innych nawet pąków jeszcze nie ma.
Żółte irysy kwitną
Tak oto krążę pomiędzy ogrodami i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, pomimo niesamowitego zmęczenia.
No ale chyba najgorsze za mną ;-)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz