... tylko nie mam siły ostatnio pisać o młocińskim ogródku. jestem tam regularnie, podlewam, chwasty wyrywam, grabię opadłe liście, tylko nie koszę trawy, bo nadal nie mam kosiarki!
Wprawdzie już kupiłam, tyle że dostawca głuchy na moje maile i telefony. W sklepach ogrodowych raczej badziewie sprzedają, a ja sobie wymarzyłam kosiarkę nieco lepszą, choć nadal elektryczną. Te spalinowe to jednak nie na te moje 185 metrów ;-)
Szukałam długo, bo akurat tego modelu nigdzie nie mieli, aż trafiłam na sklep z dostawą w 24 godziny. Tyle że ta dostawa w te 24 godziny to jedynie na papierze, a raczej na ekranie. Głucho. Nie ma odpowiedzi, nikt na telefony nie odpowiada. Jak jutro nadal będzie cisza, to tutaj napiszę, jaki to sklep, by nikt tam nic już nie kupił.
No to nie koszę, tylko chwasty z trawy wyrywam i co się da ręcznymi tnę, ale mam już dosyć. Inna sprawa, że z deszczem padającym co 5 minut koszenie to tez wyzwanie.
A w ogrodzie niewątpliwie liliowców czas.
Hortensje wyhodowane z patyczków kwitną
Jeżówek też czas
A i czosnki nadal cieszą
Niektóre już tylko jako suszki ;-)
A to już ogród w strugach ulewy. Chyba widać te warkocze deszczu, grube i ciężkie. A wszystko w niemal sekundach - od słońca do ulewy.




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz