Po czterech dniach wypełnionych wyłącznie pracą dzisiaj wreszcie - pomimo pogody - znalazłam się na Młocinach. Szczerze powiem, spodziewałam się gorszego widoku, ogrodu niemal ukrytego pod warstwa suchych liści, a tu niespodzianka. Liście owszem były, ale chyba za sprawą wiatru było ich wcale nie tak dużo.
Natomiast nie było niespodzianki co do pogody. Zimno, co chwilę - a to ulewa, a to słońce, a to mżawka, a do tego porywy wiatru, silne i zimne. No nie jest to idealna pogoda na prace ogrodowe, ale jesień ma swoje prawa, a ogród wymaga zakończenia sezonu. A jak koniec sezonu to czas na winobranie. dzisiaj zebrałam pierwszy kosz, a sądzę, że jest to jedynie 1/3 tego co jeszcze zostało.
Winogronka już w domu
Nie zrywałam więcej, bo obrobienie tego kosza to praca na parę godzin. Reszta pewnie dopiero w piątek.
I pierwszy nastaw tegoroczny. Za parę godzin będzie pełny balon, a ja będę się bać czy wino z balona nie wyjdzie. W ubiegłym roku przesadziłam z ilością winogron na jeden balon i wprawdzie balona nie rozsadziło, ale wychodziło rurką fermentacyjną powodując sporo bałaganu.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz